COVID - warto wiedzieć

Koronawirus w sezonie jesienno-zimowym – czy znowu czeka nas lockdown?

21 października 2020

Olga Tymanowska

O odpowiedzialności obywatelskiej w dobie pandemii z lek. Łukaszem Durajskim, przewodniczącym Zespołu ds. Szczepień Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie rozmawia Olga Tymanowska.

 

 

Olga Tymanowska: Eksperci nie mają wątpliwości – jesienią czeka nas druga fala koronawirusa. Pozostaje tylko pytanie o jej skalę. Jak pan to ocenia?

Dr n. med. Łukasz Durajski: Właściwie wszędzie na świecie obserwujemy wzrost zakażeń spowodowanych koronawirusem. Ale czy rzeczywiście jest to druga fala, czy kontynuacja pierwszej, tego nie da się jednoznacznie określić. W Polsce odnotowujemy stosunkowo niedużą liczbę zachorowań w stosunku do innych krajów. Scenariusz włoski czy hiszpański może w Polsce również mieć miejsce, jeśli nie będziemy przestrzegać zaleceń epidemiologicznych.

Olga Tymanowska: W lipcu wiceminister zdrowia Waldemar Kraska twierdził, że nie wierzy w prognozy, według których liczba zachorowań pod koniec sierpnia może dochodzić nawet do 800 dziennie. Jednocześnie zapewnił, że do drugiej fali Polska będzie zdecydowanie lepiej przygotowana. Czy dzisiaj jest opracowany dokładny plan postępowania. I czy pana zdaniem jesteśmy gotowi na jesienny wzrost zachorowań?

Ł.D.: Myślę, że jesteśmy na to przygotowani, pod warunkiem, że sami zadbamy o swoje bezpieczeństwo. Wzrost zakażeń wynika z lekceważenia podstawowych zasad, które obowiązują w Polsce i na świecie. Nie możemy zapominać, że w dobie pandemii nadal najważniejsze znaczenie ma dystans społeczny, noszenie maseczek i dokładne mycie rąk. Dzięki przestrzeganiu tych trzech prostych zasad możemy znacznie zmniejszyć ryzyko zakażenia. Kolejnym bardzo istotnym elementem są działania na szczeblu rządowym. Zasady, które panują w Polsce, są zgodne z normami światowymi.

Olga Tymanowska: Liczba zakażeń utrzymuje się na dość wysokim poziomie. Coraz więcej osób nie wierzy w pandemię i nie stosuje się do ogólnie przyjętych zasad. Z drugiej strony część środowiska lekarskiego podkreśla, że nadal nie ma wytycznych postępowania, a organizacja działań rządu pozostawia wiele do życzenia.

Ł.D.: To prawda. Środowisko nadal boryka się z wieloma problemami. Pozytywną zmianą, dokonaną po wielokrotnych apelach ekspertów zdrowia publicznego i epidemiologii, jest skrócenie kwarantanny do 10 dni w przypadku osoby zakażonej koronawirusem, u której nie wystąpiły objawy kliniczne COVID-19. Natomiast musi zapaść jeszcze wiele decyzji, które określą kierunek naszych działań. Niezwykle istotną kwestią jest uregulowanie zasad dotyczących kierowania pacjentów na badania w kierunku koronawirusa przez lekarzy POZ, bo ani teleporada, ani badanie w gabinecie nie pozwoli lekarzowi na definitywne stwierdzenie, czy pacjent jest zakażony koronawirusem. Objawy COVID-19 są bardzo podobne do grypy, czasem do przeziębienia, a nawet alergii, stąd tak trudne jest różnicowanie zakażenia koronawirusem od innych jednostek chorobowych. To stwarza trudności nie tylko dla lekarzy, ale też dla samych pacjentów, którzy często nie wiedzą, gdzie mają się zgłosić.

Olga Tymanowska: Część lekarzy sugeruje, że w różnicowaniu COVID-19 i grypy można brać pod uwagę występowanie u pacjentów zaburzeń smaku i węchu. Z badań epidemiologicznych prowadzonych w różnych ośrodkach na świecie wiadomo, że zaburzenia te dotykają aż 40–70 proc. Czy pana zdaniem to może pomóc w diagnostyce różnicowej?

Ł.D.: Jest to objaw, który rzeczywiście pomaga w zebraniu wywiadu, choć nie pozwala na ustalenie jednoznacznej diagnozy. Sam w ostatnim czasie miałem dwoje pacjentów, u których obecne były zaburzenia smaku i węchu w przebiegu koronawirusa. Dlatego osoby, które zaobserwują u siebie podobne objawy, powinny zostać w domu, by nie generować niepotrzebnych kontaktów społecznych. I jak najszybciej zweryfikować swoją sytuację z lekarzem, najlepiej przez teleporadę.

Olga Tymanowska: W przypadku COVID-19 trudno jest mówić o specyficznych objawach.

Ł.D.: Gros dzieci jest asymptomatyczna lub ma skąpoobjawowy przebieg choroby. Nierzadko występują symptomy zbliżone do alergii. Częste są także objawy gastryczne przypominające zatrucie pokarmowe lub nieżyt żołądkowo-jelitowy.

Więc jeśli zgłosi się do przychodni pacjent, który skarży się na zmęczenie, bóle głowy, kaszel, duszność czy katar, to lekarz nie będzie w stanie stwierdzić, z czym tak naprawdę ma do czynienia. Niejednoznaczny obraz kliniczny COVID-19 stanowi wyzwanie dla pacjentów i dla nas, lekarzy.

Proszę pamiętać, że my jesteśmy tak naprawdę w czasie wojny z koronawirusem, który jest nieprzewidywalny. To wirus stwarza ograniczenia i wpływa na życie ludzi na całym świecie. Rozgrywamy tę wojną na jego warunkach i w jego tempie. Dlatego wszyscy musimy być nadal bardzo zdyscyplinowani. W przeciwnym razie nigdy nie poradzimy sobie z wrogiem.

Olga Tymanowska: Czy uważa pan, że sytuacja jesienią może być jeszcze bardziej skomplikowana ze względu na nałożenie się zakażeń koronawirusem z zachorowaniami na sezonową grypę?

Ł.D.: Nie ma żadnych wątpliwości, że sytuacja będzie bardzo skomplikowana. Już dziś mówi się o sezonie grypowo-covidowym. Ze względu na falę zachorowań na grypę w sezonie jesiennym obawiamy się dużego obciążenia systemu zdrowia. Pacjenci zgłaszający się do lekarza z objawami grypy czy przeziębienia są dodatkowo narażeni na konfekcję koronawirusem poprzez kontakt z osobami zakażonymi. Dlatego dziś tak naprawdę mówimy o tzw. superinfekcji, bo można chorować na COVID-19 i grypę jednocześnie. Warto jednak pamiętać, że jeśli w organizmie spotkają się dwa patogeny, zwłaszcza grypy i koronawirusa, to objawy i przebieg choroby mogą mieć zdecydowanie cięższy charakter, niż mogliśmy obserwować dotychczas.

Musimy również wziąć pod uwagę obciążenia dodatkowe w postaci nadkażeń na przykład pneumokokiem, który powoduje zapalenie płuc prowadzące w wielu przypadkach do inwazyjnej choroby pneumokokowej. Dlatego dziś WHO zaleca, aby szczepić się nie tylko przeciwko grypie, ale także pneumokokom oraz krztuścowi, czyli chorobami atakującymi układ oddechowy.

Olga Tymanowska: Jak pana zdaniem będzie wyglądała sytuacja jesienią – czy czeka nas kolejny lockdown?

Ł.D.: Z mojej perspektywy lekarza myślę, że musimy kierować się zaleceniami Światowej Organizacji Zdrowia i na bieżąco obserwować sytuację epidemiologiczną w innych krajach.

Uważam, że całkowite zamknięcie granic i lockdown nie zostaną przywrócone pod warunkiem, że społeczeństwo będzie się stosować do podstawowych zasad bezpieczeństwa. Mam nadzieję, że nie powtórzymy scenariusza z południa Europy.

Olga Tymanowska: Lockdown wprowadzono w Polsce przy znacznie mniejszej liczbie zakażonych. Dziś liczby przypominają dane włoskie z początków pandemii. Czy pana zdaniem nie należy podjąć bardziej restrykcyjnych środków?

Ł.D.: Na pewno trzeba będzie znacznie bardziej egzekwować przestrzeganie zasad. Myślę, że kolejne restrykcje nie są w tej chwili uzasadnione. W momencie wybuchu pandemii rząd podjął szybką decyzję o zamknięciu granic. Błyskawicznie wprowadzono lockdown. I to była bardzo dobra decyzja, tym bardziej, że w tamtym okresie mieliśmy dość mało danych na temat zakażenia. Docierały do nas bardzo niepokojące wiadomości z Chin i Włoch. Zresztą cały świat obawiał się tego, co się wydarzy. Polska podjęła bardzo stanowcze kroki. Dziś wiemy, jak wygląda sytuacja w krajach, które ten problem zlekceważyły lub zaczęły działać zbyt późno.

Olga Tymanowska: Czy otwarcie szkół może wpłynąć na wzrost liczby zakażonych?

Ł.D.: Możemy spodziewać się wzrostu zakażeń, patrząc chociażby na przykłady innych krajów, w których wznowiono nauczanie stacjonarne. Jak duży to będzie wzrost, nie wiadomo. Wiele  bowiem zależy od postawy uczniów i ich rodziców. Ważne, by najmłodsi zachowywali dystans, a rodzice posyłali do żłobka, przedszkola czy szkoły tylko zdrowe dzieci. Oczywiście pamiętajmy, że bardzo dużo dzieci ma bezobjawowy przebieg COVID-19, objawy koronawirusa u dzieci są prawie lub całkowicie niewidoczne, więc zagrożenia nie da się uniknąć, ale postępując ostrożnie, możemy je zminimalizować. Bardzo ważnym ogniwem są nauczyciele i dyrektorzy szkół, których zaangażowanie jest ogromne. To w dużej mierze dzięki ich postawie dzieci będą bezpieczniejsze. Wiem, że zdarzają się osoby, które nie wierzą w pandemię, dla których te wszystkie restrykcje są naruszeniem wolności osobistej. Ale proszę pamiętać, że w sensie epidemiologicznym prawo ogółu jest ważniejsze niż prawo jednostki.

Olga Tymanowska: Wydaje się pan optymistą, choć wielu ekspertów wieszczy czarny scenariusz.

Ł.D.:  W Polsce i w innych krajach, w których szczepi się przeciwko gruźlicy, przebieg zakażeń koronawirusem jest łagodniejszy. Poza tym, mimo że rośnie liczba zakażeń, nie brakuje łóżek w szpitalach. Myślę, że do takiej sytuacji nie dojdzie – tym bardziej, że nowa mutacja wirusa jest co prawda bardziej zakaźna, ale znacznie mniej zjadliwa.  

Wierzę też, że jako społeczeństwo zdamy ten trudny egzamin z odpowiedzialności obywatelskiej. Przez te kilka miesięcy byliśmy niezwykle zdyscyplinowani, umieliśmy się zjednoczyć, wspomagać. Udowodniliśmy, że w sytuacji zagrożenia potrafimy być naprawdę silni. To jeszcze nie koniec walki. Nie wiadomo kiedy skończy się epidemia, kiedy wszystko wróci do normy. Potrzebna jest jeszcze chwilowa mobilizacja. Musimy wytrzymać tę niekomfortową dla nas wszystkich sytuację. I myślę, że po raz kolejny dam radę. Udowodnimy, że razem potrafimy stawić czoła temu niewidzialnemu wrogowi.

Rozmawiała:

Olga Tymanowska