Dr Artur Bartoszewicz: krajowa produkcja leków może stać się lokomotywą rozwojową
Polski przemysł farmaceutyczny ma potencjał, by stać się lokomotywą gospodarczego rozwoju kraju, ale wciąż pozostaje niedoceniony i niewykorzystany. Pandemia COVID-19 obnażyła kruchość globalnych łańcuchów dostaw leków i pokazała, jak kluczowi dla bezpieczeństwa zdrowotnego Polaków okazali się krajowi producenci. Mimo to Polska wciąż importuje więcej leków, niż eksportuje, a produkcja substancji czynnych jest śladowa – zaledwie 70 z 500 potrzebnych API produkujemy na własnym terenie. O tym, jak zmienić tę sytuację, dlaczego wsparcie polskich firm farmaceutycznych to nie protekcjonizm, lecz strategiczne bezpieczeństwo państwa, i jakie konkretne działania mogłyby uczynić z Polski europejskiego lidera branży – rozmawiamy z ekspertem, dr. n. ekon. Arturem Bartoszewiczem.
Jaki procent leków dostępnych obecnie w polskich aptekach pochodzi od krajowych producentów, a jaki z importu? Jak te proporcje zmieniły się na przestrzeni ostatniej dekady?
Dr Artur Bartoszewicz: Ta sytuacja w Polsce jest dosyć ciekawa. Mamy bardzo niski poziom tzw. bezpieczeństwa farmaceutycznego, bezpieczeństwa lekowego, czyli definiowanego w taki sposób właśnie, że krajowi producenci są w stanie wytworzyć taką liczbę leków, żeby zaspokoić potrzeby wewnątrzkrajowe. I ten poziom niestety, utrzymuje się na takim wskaźniku, który wyliczyliśmy z Panią Doktor Katarzyną Obłąkowską na wysokości około 30%. On zmienia się corocznie. To nie jest poziom stały, dlatego że dynamika relacji międzynarodowych i handlowych nie jest stała. Nie mamy też pełnych, stałych, bieżących badań w tym zakresie. Informacje te są zawsze niestety przedstawiane publicznie z opóźnieniem i prowadzenie tych analiz jest rzeczywiście utrudnione, ale mniej więcej można określać, że ten poziom leków wytwarzanych w kraju w stosunku do tych, które pochodzą z importu, to są relacje na 30-32%, czasami 29%, w zależności od roku.
Czym właściwie jest "lek polski"? Czy mówimy o firmie z polskim kapitałem, o miejscu produkcji, czy może o całym łańcuchu – od badań, przez syntezę substancji czynnej, po pakowanie?
AB: To zależy od tego, jak dana firma próbuje zaprezentować się jako polski producent. Są tacy, którzy rzeczywiście potrafią wytworzyć lek od początku - od samego pomysłu. I to jest cały proces innowacyjny, nawet jeżeli jest to lek tzw. drugiej generacji. I bardzo często te leki drugiej generacji w Polsce, tzw. leki generyczne, są na wyższym poziomie zaawansowania technologicznego i innowacyjnego niż tzw. leki innowacyjne, które powszechnie są nazywane patentowymi, gdyż w momencie ich powstawania rozwój technologii był na o wiele niższym poziomie. Ale są też tacy uczestnicy rynku, którzy traktują swoje uczestnictwo w rynku krajowym jako wyłącznie sprowadzenie leków z zagranicy i przygotowanie opakowań na terenie Polski.
Ja jestem zwolennikiem tego, żebyśmy jednak uznawali, iż produkcja leków w Polsce – wytwarzanie, proces innowacyjny – definiowała, jak przyporządkowujemy leki czy producentów leków do producentów krajowych. Przede wszystkim dlatego, że realna produkcja, realne wytwarzanie na terenie Polski, nie tylko opakowywanie w opakowania z napisami polskimi, to jest bezpieczeństwo lekowe. Jeżeli jesteśmy samodzielni, jesteśmy w stanie wymyślać nowe formuły. Jeżeli jesteśmy w stanie produkować API, a z tym mamy ogromny problem, to bezpieczeństwo lekowe rzeczywiście jest większe. Im dłuższy jest proces od pomysłu do ostatecznego dostarczenia pacjentowi leku na terenie Polski, im większa samodzielność została uzyskana, tym poziom bezpieczeństwa jest wyższy i tym bardziej można „polskość” przypisać takiemu procesowi.
Jeszcze raz chcę podkreślić - nie próbuję dyskredytować tych, którzy na jakimkolwiek etapie realnie realizują działania na terenie Rzeczypospolitej przy użyciu polskiego kapitału, polskich pracowników, polskiej myśli technologicznej, polskiej innowacji, bo na każdym etapie uczymy się i rozwijamy. Bardzo często, nawet jeżeli na pierwszych etapach współpracy z rynkiem krajowym to zaangażowanie nie jest tak pełne, jak byśmy chcieli, to z czasem jest duża szansa, że taki podmiot zakorzeni się na rynku. Oczywiście moim marzeniem jest taki model, w którym - tak jak mamy duże firmy farmaceutyczne w Polsce, rodzinne, z krajowym kapitałem polskim - one są najbezpieczniejszym, najtwardszym fundamentem bezpieczeństwa lekowego i bezpieczeństwa całego systemu medycznego w Polsce. Bo ich strategia działania, ich sposób rozumowania opiera się na interesie polskiego pacjenta. I to pokazała pandemia. To pokazał moment, w którym ci bezpośrednio działający na terenie Rzeczypospolitej, z polskim kapitałem, polskie firmy rodzinne, duże krajowe podmioty farmaceutyczne, dały bezpieczeństwo Polakom.
Jak zakup leków od polskich producentów przekłada się na wpływy do budżetu państwa z podatków i składek?
AB: To są ogromne wpływy, zarówno na poziomie podatków bezpośrednich, jak i pośrednich, jak i w całym łańcuchu wytwarzania - od momentu procesu badawczego po samą produkcję, dystrybucję, ale też ogromne nakłady marketingowe. Cała ścieżka relacji z samorządami, ze względu na to, że tacy producenci również uczestniczą w tworzeniu wartości na poziomie lokalnym. To są istotne wkłady i bardzo lojalne wobec budżetu. Są to - jeżeli rzeczywiście funkcjonują na terenie Rzeczypospolitej - świetni podatnicy, bardzo zgodni podatkowo, różniący się swoimi wpływami znacznie od podmiotów, które wyłącznie traktują nasz rynek jako rynek na dystrybucję swoich produktów, gdzie często jest to próba unikania opodatkowania.
Polski producent z polskim kapitałem jest modelowy dla systemu fiskalnego i bardzo stabilizuje ten system. Oczywiście to, co jest ogromnym problemem, to nieduża skala polskiego przemysłu farmaceutycznego, która cały czas jest. I to powoduje, że gdybyśmy zwiększyli wielkość tego zaangażowania, to skala udziału sektora farmaceutycznego w produkcji leków i wyrobów farmaceutycznych mogłaby sięgnąć kilku procent PKB. Dzisiaj to jest na poziomie półtora do dwóch procent PKB, w zależności oczywiście od roku i od skali tego dynamicznego oddziaływania. Ale są państwa, w których to oddziaływanie, ta siła sektora farmaceutycznego jest o wiele, wiele większa i powinniśmy brać pod uwagę te doświadczenia międzynarodowe. Zresztą w raporcie „Farmaceutyczny wyścig narodów”, opisywaliśmy ten proces i taki docelowy wymiar farmacji, który przynosiłby ogromne korzyści ekonomiczne, gdybyśmy prawidłowo do tego podeszli. I co ważne, wówczas skala zatrudnienia osób w przemyśle farmaceutycznym zostałaby znacząco zwiększona. I co ważne, również system podatkowy, system zdrowotny, system emerytalny uzyskałby ogromny wkład w swój rozwój.
Ile miejsc pracy w Polsce generuje krajowy przemysł farmaceutyczny i jak wyglądają te miejsca pracy pod względem jakości – wynagrodzeń, kwalifikacji, stabilności zatrudnienia?
AB: Z danych które posiadam wynika, że liczba miejsc pracy, wielkość zatrudnienia oscyluje na poziomie około 25 000 zatrudnionych w przemyśle farmaceutycznym. To są wynagrodzenia dosyć znaczne. To znaczy przynajmniej część z nich to dobrze, bardzo dobrze płatne stanowiska pracy. Dlatego, że polski przemysł farmaceutyczny zatrudnia zaawansowanych pod względem wykształcenia i rozwoju technologicznego pracowników, bo wymagania tego sektora są niezwykle wysokie. Sektor farmaceutyczny jest sektorem, który w wyniku swojej działalności, w odpryskach również daje takie rozpłynięcie się innowacji w inne sektory. A to znaczy, że nawet jeżeli bezpośrednio tego zatrudnienia w przemyśle nie ma, to w praktyce ten model daje o wiele więcej, bo poprawia również innowacyjność i jakość zatrudnienia w innych sektorach. Dlatego, że to jest sektor rywalizujący z pozostałymi sektorami o pracownika, więc dobrze płaci i też wpływa na poprawę wynagrodzenia w pozostałych sektorach innowacyjnych.
Oczywiście taka luka rozwojowa, którą wyliczyliśmy w raporcie, to jest około 10 000 miejsc pracy. Czyli można powiedzieć, że gdybyśmy prawidłowo rozwinęli ten system i zwiększyli nakłady badawczo-rozwojowe oraz zwiększyli produkcję leków do skali, która zaspokoiłaby nie tylko własne potrzeby, ale jeszcze zwiększyła oddziaływanie polskich producentów leków na rynek światowy, to ta skala zatrudnienia w przemyśle farmaceutycznym mogłaby znacząco wzrosnąć i dzięki temu wynagrodzenia mogłyby zostać jeszcze zwiększone, a co za tym idzie również wpływy podatkowe i wpływy składkowe dla budżetu państwa, systemu zdrowotnego i emerytalnego byłyby znacznie, o wiele wyższe. Był taki pomysł w Polsce, kiedy ruszano z KPO - zapisano 140 milionów euro na wzmocnienie produkcji krajowych leków, na wzmocnienie produkcji API. Niestety, decyzje władcze i rządowe poszły w kierunku relokacji tych pieniędzy na strategię Europejskiego Zielonego Ładu i spowodowało to, że producenci krajowi nie dostali tak ogromnego zastrzyku. Był pomysł na to, byśmy wytworzyli ogromny hub produkcji API i leków krajowych, czyli wzmocnili cały system, a dzięki temu to oczekiwanie uzupełnienia około 10 000 miejsc pracy w tym systemie i zbudowania z niego potęgi, która ciągnęłaby wzrost PKB o wiele bardziej dynamicznie, niż dzisiaj to się odbywa, zostało zaprzepaszczone.
Są jeszcze przygotowania do dosyć dużego programu w Narodowym Centrum Badań i Rozwoju. Tylko też opóźnienia ze względu na decyzje Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego są dosyć znaczne, ale mam nadzieję, że uda się uruchomić taki program wobec krajowych producentów, wobec produkcji API i produkcji leków, szczególnie drugiej generacji, żebyśmy mogli się wzmocnić, a tym samym te wpływy będą o wiele, o wiele znaczniejsze.
Czy polski przemysł farmaceutyczny ma potencjał eksportowy? W jakim stopniu polskie firmy konkurują na rynkach zagranicznych?
AB: Polskie firmy są obecne na rynkach międzynarodowych. To nie jest tak, że ze względu na to, że skala produkcji nie zaspokaja potrzeb własnych, to my nie eksportujemy. Eksportujemy i to znaczne ilości. Oczywiście przy tym ten import jest o wiele wyższy i mamy ujemną wartość eksportu netto - czyli więcej importujemy leków do kraju, niż eksportujemy. Ale to nie znaczy, że - jak powiedziałem - na rynkach międzynarodowych nie jesteśmy obecni. Dynamika eksportowa polskich leków wzrasta, zdobywamy nowe rynki i to jest ogromna szansa na to, żeby krajowy przemysł farmaceutyczny stał się nie tylko stabilizatorem rynku polskiego, ale również uczestniczył w tworzeniu bezpieczeństwa lekowego innych nacji.
Na pewno takim wyzwaniem stał się ten okres wojny przy naszej granicy. Tutaj przemysł farmaceutyczny Polski bardzo skorzystał z tej okazji. Tak samo silny impuls dało zjawisko pandemiczne, bo wówczas przemysł farmaceutyczny krajowy stał się rzeczywistym stabilizatorem bezpieczeństwa. Źle, że nie mamy tego pełnego rynku wschodniego. Ze względów geopolitycznych nie jesteśmy w stanie tam swobodnie funkcjonować, a ten rynek jest bardzo wdzięcznym rynkiem i mam nadzieję, że przyjdzie kiedyś moment, w którym polskie leki znów na Wschodzie - i szerzej, i w Rosji, i na Białorusi, i w innych państwach, w których utrudniony jest dostęp - się pojawią, bo to są rynki, na których Polska powinna zarabiać. Polski przemysł farmaceutyczny powinien tam funkcjonować. Tym bardziej, iż przemysł farmaceutyczny jest również narzędziem dyplomacji i trzeba mieć tego świadomość, dlatego że dostarczanie leków jest mechanizmem kształtowania relacji międzynarodowych. I często to jest ostatni mechanizm kształtujący pozytywny wizerunek między poszczególnymi nacjami. W sytuacji, kiedy z różnych przyczyn geopolitycznych wycofują się z danego państwa producenci różnych towarów czy też dostarczyciele różnych usług, przemysł farmaceutyczny ratujący życie jest tym, który bardzo silnie i trwale buduje relacje i wizerunkuje dane państwo. Z tego oczywiście korzystają ci najwięksi na świecie, czyli Niemcy, Szwajcarzy, Belgowie, Francuzi, Włosi, ale też Irlandczycy czy Holendrzy, ale nawet Słowenia. Proszę zwrócić uwagę, jak pięknie buduje swój wizerunek państwa, które bardzo silnie w wymiarze społecznym i ekonomicznym, przez przemysł farmaceutyczny buduje swoją pozycję międzynarodową.
Polska ma potencjał, ale ten potencjał jest cały czas nie w pełni wykorzystany. I to nie dlatego, że polscy producenci leków nie chcą tego zrobić bądź też nie mają wiedzy czy innowacji. Brakuje kapitału i brakuje wsparcia ze strony państwa, bo za każdym koncernem farmaceutycznym, dużymi podmiotami stoją narody, nacje i one dbają o swoich krajowych producentów. W Polsce niestety, cały czas ten krajowy producent leków jest bardzo źle traktowany i z niewiadomych przyczyn wizerunek dużych koncernów farmaceutycznych, międzynarodowych, globalnych jest przez decydenta publicznego lepiej reprezentowany i preferowany wręcz taki podmiot względem krajowego producenta. Krajowi producenci nie mają nadal zrozumienia i wsparcia ze strony państwa takiego, jakie mają w swoich państwach krajowi producenci z Niemiec, Szwajcarii, Belgii, Stanów Zjednoczonych czy Chin.
Pandemia COVID-19 obnażyła słabości globalnych łańcuchów dostaw. Jakie wnioski płyną z tamtego doświadczenia dla kwestii krajowej produkcji leków?
AB: Krajowi producenci stali się jedynymi, którzy nie zawiedli w tym okresie. I rzeczywiście stanęli na najwyższym poziomie zadania. Bez nich nie można byłoby nie tylko zapewnić podstawowych leków, ale również całego systemu szczepień - nie można było go uruchomić bez ich udziału i bez ich wiedzy oraz wyrobów, które dostarczają na rynek.
Zerwanie łańcuchów dostaw dobitnie pokazało, że bezpieczeństwo państwa jest zagrożone w takich właśnie sytuacjach. W czasie wojny ginie więcej ludzi czy umiera więcej ludzi nie na froncie, tylko właśnie ze względu na brak dostępu do leków. I tak samo pandemia pokazała, że nagłe zerwanie łańcuchów dostaw, wyeliminowanie z rynku tych dostawców, którzy do tej pory traktowali dosyć kolonizująco nasz rynek, czyli na zasadzie: można sprzedać, ale my się z tym rynkiem nie wiążemy - kiedy zaczęło się zagrożenie pandemiczne, oni uciekli na swoje rynki. Zaspokajali potrzeby własnych rynków. Zresztą dzisiaj nadal jest to ryzyko nie tylko w kwestii pandemicznej, dlatego że zrywanie łańcuchów dostaw stało się normalną, twardą grą, wojną gospodarczą. Robią to Chiny, robią to Stany Zjednoczone. Robią to ci wszyscy najwięksi globalni gracze, którzy chcą wymusić na poszczególnych państwach zmianę zachowań ze względu na szantaż bądź bezpośrednie zerwanie łańcuchu dostaw w danym typie produktu, w danym typie surowca.
Pandemia pokazała - ale nie wiem, czy uwydatniła - jak ważnym jest posiadanie własnych mocy produkcyjnych, własnych krajowych producentów leków. Ale nie jestem przekonany, patrząc na proces decyzyjny, że o tym pamiętamy. Raczej szybko uznaliśmy, że skoro sobie w tej sytuacji krajowi producenci leków poradzili to znaczy, że wszystko jest w porządku. Nie, oni zrobili nadzwyczajną rzecz. Oni wyszli poza swoje moce, siły i zdolności. Zrobili gigantyczną pracę, żeby Polacy nie umierali ze względu na brak dostępu do leków. A państwo polskie, zamiast pójść drogą m.in. taką, jak mamy w Finlandii czy w ogóle w krajach skandynawskich, gdzie mowa jest o tym, by ten system krajowych producentów był elementem systemu strategicznego, gdzie zapewnia się rezerwy lekowe zarówno dla ludzi, jak i dla zwierząt po to, by w przypadku zerwania łańcuchów dostaw mieć taki dostęp do leków - i państwo realnie w tym partycypuje.
Państwo wie i obywatele wiedzą, że wsparcie krajowych, własnych producentów leków to jest zabezpieczenie całej gospodarki, całego społeczeństwa. W Polsce tej świadomości nie ma. W Polsce bezpieczeństwo, w tym bezpieczeństwo lekowe, jest narzędziem swoistej gry politycznej, narracji politycznej, a nie realnym procesem podejmowania decyzji w ramach polityk publicznych. Cały czas mamy deficyt w tym zakresie myślenia, zrozumienia i uznania, że to powinno być celem. Celem powinno być zapewnienie wewnętrznej zdolności do zaspokajania własnych potrzeb oraz wchodzenia na rynki zewnętrzne. Krajowy producent musi zostać wsparty przez państwo. Krajowy producent musi mieć pewność i legislacyjną, i kapitałową, bo to leży w interesie każdego z nas, a przede wszystkim szeroko w wymiarze społecznym i gospodarczym, byśmy takie bezpieczeństwo wytwarzali. I jak widać, niestety pandemia to pokazała i obnażyła, ale chyba niczego nie nauczyła.
Na ile Polska jest samowystarczalna w produkcji leków ratujących życie, antybiotyków czy szczepionek? Gdzie są największe luki?
AB: Nie jesteśmy samowystarczalni. Zresztą ciężko jest w ogóle powiedzieć, które z państw na świecie jest samowystarczalne. Znaczy to, że nawet gdybyśmy wytworzyli tę zdolność produkcyjną wykraczającą poza - w kategoriach wartości i poszczególnych typów leków - własne potrzeby, to nie znaczy, że poszczególnych niszowych typów leków nie musimy importować.
Na pewno mamy problem ze szczepionkami. Mamy problem z częścią antybiotyków i leków ratujących życie. W dużej części te podstawowe leki w Polsce nasi krajowi producenci zaspokajają, ale szczególnie deficyt w wymiarze API i cząstek czynnych sprawia, że nie możemy swobodnie kształtować decyzji. Powinniśmy mieć strategię, która wskazuje te najważniejsze leki i konieczność zapewnienia produkcji w Polsce. Nawet jeżeli ktoś jest dużym koncernem zewnętrznym, powinniśmy domagać się i prowadzić taką strategię, aby musiał on w części produkować to w Polsce. Nawet jeżeli sam nie chce tego produkować, to powinien produkować to w kooperacji z producentem krajowym. Producenci krajowi powinni być takim łącznikiem bezpieczeństwa - czyli jeżeli ktoś wchodzi na rynek, chce w Polsce sprzedawać leki, my ich potrzebujemy, to powinniśmy domagać się takiego przedsięwzięcia joint venture, wspólnego przedsięwzięcia, w którym część przynajmniej leków danego typu jest produkowana na terenie kraju. To działa tak samo, jak w obronności, w zakupie uzbrojenia. Mówimy o offsecie. Tak samo i w produkcji leków. Powinniśmy mówić o offsecie, powinniśmy mówić o mechanizmie. Skoro decydujemy się kupować dane typy produktów, szczepionek czy antybiotyków, to część tej produkcji musiałaby być wykonywana i powinna być wykonywana z naszymi krajowymi producentami leków, tak żeby zwiększyć bezpieczeństwo, rozwijać się, uczyć się, przejmować część technologii, bo to jest ogromny wymiar bezpieczeństwa, ale też ogromny biznes. Ja jako ekonomista wielokrotnie będę to powtarzał: możemy wytworzyć w Polsce, tak wzmocnić sektor farmaceutyczny krajowych producentów, że on będzie lokomotywą rozwojową. My nie potrzebujemy tak naprawdę żadnego innego sektora tak silnie, jak właśnie innowacyjnego sektora farmaceutycznego, opartego o własny kapitał i własnych producentów.
Jak wygląda zależność Polski od dostaw substancji czynnych z Azji, głównie z Chin i Indii? Czy to zagrożenie, na które mamy jakąkolwiek odpowiedź?
AB: Uzależnienie jest ogromne, skala niemożliwości tworzenia własnych substancji czynnych jest tak już silnie rozwinięta. Mamy śladowe możliwości, umiejętności i kompetencje w tym zakresie. Chiny i Indie przejęły praktycznie cały ten etap łańcucha dostaw. Oczywiście, część substancji czynnych importujemy ze strony państw europejskich, ale one też mają swoje źródło w kontaktach z Chinami i z Indiami. Czyli nawet jeżeli wprost „nie widzimy Chin i Indii na własnych fakturach i w kontraktach”, to nie znaczy, że Chiny i Indie w tym procesie nie uczestniczą. To jest ogromne zagrożenie.
Czy mamy na to odpowiedź? Teoretycznie tak. Moglibyśmy zbudować mechanizm wewnętrznego uniezależnienia. Tylko realnie my tego nie robimy. Krajowi producenci mają wiedzę o produkcji API, ale - jak powiedziałem - ona jest niszowa. Jeżeli dobrze pamiętam, 70 na poziomie krajowym z 5000 łącznie jesteśmy w stanie produkować. I skala tej produkcji powoduje, że koszt jednostkowy jest bardzo, bardzo wysoki i nie potrafimy cały czas przyjąć takiej strategii wsparcia krajowych producentów, żeby pomóc im uzyskać efekt skali. To jest bardzo ważne. Efekt skali, który na przykład wynikałby z tego, że państwo polskie jest w stanie tworzyć rezerwy strategiczne, jest w stanie zabezpieczać właśnie z tego rynku krajowego potrzeby medycyny pola walki, jak i cały system obronności.
Wszystko to powinno być bardzo realnie zaprojektowane i krajowi producenci powinni być w pełni wkomponowani w ten proces. Powinny być z nimi wynegocjowane zasady, na jakich oni uczestniczą i w jaki sposób państwo polskie ich wspiera, aby właśnie zabezpieczali główny interes Rzeczypospolitej, w tym również dostaw czy produkcji substancji czynnych, tak żeby to uniezależnienie się od Azji, Chin i Indii szczególnie, następowało. Ale realnego działania w tym zakresie poza narracją ja nie widzę. W Polsce mamy takie momenty, w których poszczególne środowiska polityczne podejmują dyskusje, szczególnie w okresach wyborczych. Jakieś narracje się pojawiają - spotkania, debaty, konsultacje, kongresy. Tylko z tego „gadania” nie ma zmiany bezpieczeństwa w tym zakresie. Nie ma programu z finansowaniem, ze wsparciem legislacyjnym, z ułatwieniami, który by spowodował, że jest cezura czasowa, jest termin. Wiemy, że w ciągu pięciu lat robimy ogromną rewolucję usamodzielnienia się w tym wymiarze, a realnie i technicznie jest to możliwe.
Czy dla przeciętnego pacjenta w aptece ma znaczenie, skąd pochodzi lek – jeśli tak, to jakie korzyści może mu przynieść wybór polskiego produktu?
AB: Oczywiście, że ma! Dlatego, że polski lek to jest polski producent, to są podatki w Polsce, to są miejsca pracy - jak powiedzieliśmy sobie - dobrze płatne w Polsce. Każdy kupujący polski lek przyczynia się do ogromnego rozwoju polskiej gospodarki zarówno w wymiarze innowacji, jak i poprawy jakości życia.
Poza aspektem bezpieczeństwa lekowego, o którym mówiliśmy, to jest cały mechanizm, który w łańcuchach powiązanych i w sektorach powiązanych z przemysłem farmaceutycznym daje zwiększenie bezpieczeństwa i fiskalnego, i rozwojowego Rzeczypospolitej. Każdy produkt polski i wybór przez konsumenta producenta polskiego i polskiego produktu, bez względu na branżę, ma tego typu efekt. Ale tak znaczący ma przemysł farmaceutyczny, dlatego że jest tak innowacyjny, tak wpływający na pozostałe sektory, w tym przemysły z bardzo, bardzo zaawansowanej technologii, nanotechnologii, przemysł kosmiczny. Jakikolwiek przemysł zaawansowany czerpie z wiedzy, którą przemysł farmaceutyczny ma, bo on jest najbardziej wrażliwym przemysłem, bo wprowadzamy substancje do organizmu człowieka. Muszą być to najbardziej pewne technologie. Tutaj nie może być kwestii pomyłki. To są rozwiązania o najwyższym poziomie zaawansowania. A tym samym, jeżeli kupujemy polski lek, jeżeli decydujemy się i potrafimy wybrać - i w wielu państwach na świecie konsumenci są bardzo świadomi w tym zakresie. Pacjenci, ale też lekarze, którzy przepisują leki na recepty, bo wiedzą dokładnie, że ich dzieci, wnuki będą miały bardzo polepszony poziom życia właśnie dlatego, że ta preferencja wobec krajowego producenta leków jest preferencją realną. A ta realna to jest wtedy, kiedy decyzja konsumenta jest z tym powiązana.
Jak polityka refundacyjna NFZ wpływa na pozycję polskich producentów leków? Czy obecne mechanizmy sprzyjają krajowej produkcji?
AB: Na pewno sytuacja się poprawiła, dlatego że rzeczywiście te rozwiązania refundacyjne, które wiążą się ze swoistymi mechanizmami preferencji ze względu właśnie na produkcję w kraju i zwiększenie bezpieczeństwa lekowego, to na pewno jest kierunek, który powinien być budowany. Może warto myśleć o tym, że krajowy producent powinien być tak preferowany, że jeżeli mówimy o pieniądzu NFZ-owskim, mówimy o pieniądzu składkowym obywateli Rzeczypospolitej, to ta wspólna marka krajowych producentów leków powinna być jeszcze bardziej wsparta. Może w pewnych obszarach mogłaby być traktowana jako wyłączna ze względu na właśnie bezpieczeństwo lekowe.
Wiele rzeczy przed nami, ale na pewno polityka refundacyjna może w istotny sposób zabezpieczyć interes pacjenta, interes konsumenta leków i wyrobów farmaceutycznych. Ja tutaj nie mam w ogóle żadnego lęku przed powiedzeniem, że ona powinna być bardzo, bardzo preferencyjna wobec krajowych producentów. Bo skoro Polacy składkują system, który objawia się potencjałem zakupowym do polskich szpitali, do polskiego systemu ochrony zdrowia, to preferencja wobec polskiego producenta tutaj powinna być bezwzględna. Poszedłbym w jeszcze więcej preferencji, a nawet w kierunku uznania, że wyłącznie to, co w Polsce jest produkowane, może być refundowane.
Jakie rozwiązania systemowe mogłyby wzmocnić polski przemysł farmaceutyczny – preferencje w przetargach publicznych, ulgi podatkowe, wsparcie dla badań?
AB: Na pewno wsparcie dla badań, ale też infrastruktury badawczej, dlatego że ona jest niezwykle droga, czyli huby-centra badawcze, które mogłyby być w dyspozycji krajowych producentów i niekoniecznie być ich kosztem. Ulgi podatkowe w pewnych obszarach, na pewnych etapach produkcji i świadczenia usług, rzeczywiście. Koniecznie w wymiarze preferencyjnym w przetargach publicznych, bo wtedy, kiedy pieniądz polski jest wydawany - jak powiedziałem - powinno to być odzwierciedleniem: jesteś producentem w Polsce, produkujesz w Polsce, zatrudniasz w Polsce, płacisz podatki w Polsce. Wówczas jesteś tym, który ma dostęp do pieniądza publicznego w Polsce i jest preferowany. Wszelkie mechanizmy łącznie z budowaniem, ze wzmacnianiem marki polskiego producenta. Cały system wsparcia, również w wymiarze legislacji, ale też ochrony w wymiarze konkurencyjności. To jest bardzo ważne.
W Polsce się o tym nie mówi, ale mamy do czynienia z wojną gospodarczą. To wsparcie państwa polskiego, aby producent krajowy wiedział, że w sytuacji wszelkich zderzeń na rynkach międzynarodowych państwo polskie stanie za nim. To sąd konkurencyjności w Polsce będzie rozstrzygał, czy koncerny międzynarodowe podejmują działania, które są szkodliwe, niebezpieczne i ostatecznie takie, które doprowadzają do niemożliwości rozwoju polskich producentów. Więc te mechanizmy powinny zostać systemowo zbudowane. Dlatego też podkreślam ten mechanizm konkurencyjności i takiego szerokiego wsparcia, szczególnie w mechanizmie surowcowym. Czyli zastanawianie się w politykach wobec innych sektorów gospodarki, na ile przemysł farmaceutyczny może korzystać lub tracić na różnego rodzaju decyzjach.
Patrząc dziesięć lat w przyszłość – jaki scenariusz jest realny dla polskiej farmacji? Czy możemy zbudować silny, strategicznie ważny sektor, czy raczej pozostaniemy rynkiem zdominowanym przez zagranicznych graczy?
AB: Jeżeli będziemy udawać wsparcie dla sektora krajowego i będzie to tylko narracją, to zostaniemy zdominowani przez zagranicznych graczy na tym rynku. Ale jeżeli będziemy mieli odwagę, mądrość i damy szansę sobie oraz oddamy stery decyzji ludziom, którzy mają nie tylko odwagę o tym mówić, ale chcą realnie takie działania podjąć, to jesteśmy w stanie spowodować, że w ciągu dziesięciu lat polski sektor farmaceutyczny kilkakrotnie zwiększy swój udział rynkowy i stworzy ogromną liczbę miejsc pracy, zwiększy bezpieczeństwo fiskalne Rzeczypospolitej i stanie się liderem europejskim. To możemy zrobić. To jest oczywiście wojna gospodarcza. Bezwzględnie o tym trzeba mówić. To jest wojna gospodarcza i tu nie ma emocji, i nie ma takiej sytuacji, że ktoś będzie wspierał polski sektor, zawsze walcząc o swój własny, krajowy. I taki interes mają Niemcy, Francuzi, Hiszpanie, Belgowie, Holendrzy, Duńczycy.
Musimy sobie uświadomić swój interes, swój cel, a wówczas polityki wszystkie - jak powiedziałem, wszystkie, bo to nie jest tylko wobec farmacji - ale szczególnie polityka surowcowa, ale też polityka w systemie podatkowym, polityka związana z prowadzeniem badań naukowych, polityka związana z systemem kształcenia i w ogóle wsparcia małej i średniej przedsiębiorczości, bo z niej wykluwają się ci, którzy później stają się wielcy, globalni. Musimy doprowadzić do tego, by nasi krajowi producenci leków byli globalni. Byli globalni, czyli byli przynajmniej na pięciu rynkach na świecie. I to państwo polskie powinno wesprzeć, łącznie z ochroną na tych rynkach przez polskie służby, w tym służby specjalne, przez ochronę legislacyjną - jak powiedziałem - w wymiarze konkurencyjności, szczególnie na poziomie europejskim, bo przepisy w tym zakresie Europa ma rozbudowane i to wsparcie jest niezwykle ważne. I ściągać do tego sektora najlepszych, najbardziej ambitnych, najbardziej innowacyjnych młodych ludzi, żeby młode pokolenie poczuło, że Polska zbudowana na krajowych producentach leków, da im bezpieczną przyszłość.
Dziękujemy za rozmowę.
Autor: MG