Prof. Adam Antczak: Grypa jest deprecjonowana i niedoceniana. Powikłania wcale nie zdarzają się tak rzadko

- Powikłania po grypie nie dość, że są dość powszechne, to jeszcze różnorodne – mówi w rozmowie z Adamed Expert, jeszcze przed szczytem sezonu grypowego, prof. dr hab. n. med. Adam Antczak, przewodniczący Rady Naukowej Ogólnopolskiego Programu Zwalczania Chorób Infekcyjnych, kierownik Kliniki Pulmonologii Ogólnej i Onkologicznej Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Jacy pacjenci są szczególnie narażeni? Jakie powikłania pogrypowe budzą największe obawy? Jak o nich i o szczepieniach rozmawiać z pacjentem, który nierzadko bagatelizuje grypę? Profesor Antczak tłumaczy złożoność problemu grypy, a przy tym zaznacza, że jest to choroba, której siły nie doceniają często także medycy. 

Izabela Rzepecka-Sarota, Adamed Expert: Weszliśmy w sezon grypowy, ale to jeszcze nie jego szczyt, jeszcze nie fala kulminacyjna. Ile czasu dzieli nas od tego momentu? Kiedy należy spodziewać się największej liczby zachorowań?

Prof. dr hab. n. med. Adam Antczak, przewodniczący Rady Naukowej Ogólnopolskiego Programu Zwalczania Chorób Infekcyjnych, kierownik Kliniki Pulmonologii Ogólnej i Onkologicznej Uniwersytetu Medycznego w Łodzi: - Sezon grypowy przypada u nas między połową września a połową kwietnia, szczyt zachorowań w styczniu, lutym i marcu. Jednak pamiętajmy, że choć grypa jest traktowana jako choroba sezonowa, to wirusem grypy możemy zakazić się przez cały rok, w miesiącach letnich także. Oczywiście latem będzie zdarzało się to rzadziej niż jesienią i zimą, gdy temperatury są niższe, ale ryzyko istnieje także wtedy. 

Pamiętamy dobrze poprzedni sezon, który charakteryzował się wysoką liczbą zachorowań. Na grypę zachorowało w Polsce ponad 2 mln osób, tygodniowa liczba przypadków dochodziła nawet do 300 tys., hospitalizacji wymagało ponad 25 tys. chorych, ok. tysiąc osób zmarło. Wszyscy obawiamy się, że w tym sezonie będzie podobnie. 

- Niestety grypa jest nieprzewidywalna. Może się okazać, że akurat dany szczep, który w sezonie będzie dominował, będzie bardzo zakaźny i że tych zachorowań będzie bardzo dużo. Raz na kilka lat tak się zdarza, a raz na 40 lat mamy ryzyko pandemii grupowej. 

Jesień i zima to w ogóle czas wzmożonych infekcji. Jak spośród nich wyłuskać grypę?

- Układ oddechowy człowieka atakuje ok. 200 wirusów. Nie ma objawów klinicznych, które ewidentnie wskazywałyby na to, że mamy do czynienia z grypą. Wszystkie zakażenia wirusowe układu oddechowego są do siebie bardzo podobne. Występują: gorączka, ból gardła, kaszel, ogólne rozbicie, bóle mięśni. To objawy niecharakterystyczne, i żeby rozpoznać grypę, mieć pewność, że to grypa, należy wykonać testy. 

Lekarze POZ są w nie zaopatrzeni? 

- Tak, i na poziomie podstawowej opieki zdrowotnej takie testy mogą zostać wykonane, ale w większości gabinetów nie wykonuje się ich w trakcie wizyty. Dziś najczęściej jest tak, że pacjent przychodzi już z pozytywnym wynikiem testu w kierunku grypy, bo takie testy można kupić w aptece za niewielkie pieniądze i można je zrobić samodzielnie.  

Z jakimi zaleceniami, w przypadku pozytywnego wyniku, taki pacjent powinien opuścić gabinet?

- Grypa ma tę zaletę, że dysponujemy swoistym leczeniem. Na rynku są leki, które działają swoiście wobec grypy. Takim lekiem na rynku polskim jest oseltamiwir. W tej chwili jest to lek na receptę, ale w wielu krajach stał się lekiem wydawanym bez recepty, więc pacjent, który wykonał test i wyszło mu, że ma grypę, sam może go sobie kupić i zaordynować. To jest zresztą sytuacja najbardziej moim zdaniem pożądana - nie traci się wtedy czasu na wizytę u lekarza. U nas lek ten musi przepisać lekarz. Najlepiej, żeby pacjent przyjął go do 48 godzin od wystąpienia pierwszych objawów grypy, więc liczy się szybka reakcja. Objawowe leczenie polega natomiast na zwalczaniu wysokiej temperatury i nawadnianiu, i na to trzeba uczulać pacjenta.

W większości przypadków grypa przebiega stosunkowo łagodnie? 

- Każdy może ciężko chorować na grypę, ale faktycznie jest tak, że u większości przebiega ona umiarkowanie i kończy się samoistnym wyleczeniem po 5-7 dniach. 

Kogo jednak do tej większości nie możemy zaliczyć? 

- W grupie ryzyka ciężkiego przebiegu grypy i rozwoju powikłań znajdują się przede wszystkim osoby starsze, dzieci do 5. roku życia, kobiety w ciąży, osoby ze współchorobowościami, w tym z przewlekłymi chorobami układu duchowego, przewlekłymi chorobami serca, marskością wątroby, przewlekłą chorobą nerek czy cukrzycą. Otyłość to też bardzo poważny czynnik ryzyka. 

To niemała grupa. Dlatego, zapewne zgodzimy się co do tego, że wobec ryzyka powikłań pogrypowych u tak wielu pacjentów lekarze powinni zachować wzmożoną czujność. 

- Oczywiście, a muszę dodać, że powikłania nie dość, że są dość powszechne, to jeszcze różnorodne. To nie tylko wszystkie powikłania oskrzelowe i płucne, jak nadreaktywność oskrzeli albo wtórne czy pierwotne zapalenie płuc. Najbardziej boimy się powikłań sercowo-naczyniowych i neurologicznych. Grypa to także powikłania pod postacią gotowości prozakrzepowej. I takimi najczęstszymi i bardzo poważnymi powikłaniami grypy mogą być: zawał serca, udar mózgu, zatorowość płucna albo zakrzepica w naczyniach obwodowych. Kolejna grupa powikłań to powikłania kardiologiczne pod postacią pojawiającej się niewydolności serca albo zaostrzenia niewydolności serca, która już występowała u pacjenta. Do powikłań kardiologicznych zaliczymy też zaburzenia rytmu serca. Warto pamiętać o tym, że właściwie każda grypa przebiega z jakimś mniej lub bardziej nasilonym zapaleniem mięśnia sercowego. 

Wspomniał też pan o powikłaniach neurologicznych. 

- Wszyscy do końca swoich dni chcemy być ludźmi niezależnymi, niewymagającymi opieki, a tu okazuje się, że grypa, do której często tak lekko podchodzimy, może prowadzić do otępienia. Tak, otępienie może być następstwem grypy, bo wirus grypy jest wirusem nie tylko oddechowym, ale też neurotropowym, który bardzo skutecznie uszkadza komórki mózgu. Do powikłań neurologicznych możemy dodać jeszcze zapalenie mózgu, zapalenie rdzenia kręgowego czy zespół Guillaina-Barrégo.

Można wskazać jeden wspólny mechanizm tych powikłań? 

- Podstawowym mechanizmem patofizjologicznym jest aktywacja układu krzepnięcia i zapalenie śródbłonka naczyń. Wirus grypy bardzo skutecznie uszkadza śródbłonek naczyń i aktywuje czynniki krzepnięcia, które znajdują się we krwi, co odpowiada za większość powikłań. Nie zapominajmy, że w wielu przypadkach organizm jest też już osłabiony chorobami współistniejącymi. 

Lekarz POZ jest w stanie rozpoznać wiele powikłań pogrypowych. A co z ich leczeniem?

- Lekarz POZ ma obowiązek zdiagnozować grypę, podać lek przeciwwirusowy, a w przypadku podejrzenia powikłań skierować pacjenta dalej. Bo lekarz POZ nie jest od leczenia powikłań, to jest zwykle leczenie specjalistyczne – kardiologiczne, neurologiczne bądź inne, w zależności od tego, w jakim kierunku rozwinęły się powikłania. 

Czy w praktyce klinicznej zdarza się, że w gronie medyków nie docenia się powagi grypy?

- Niestety, grypa jest chorobą, której znaczenie jest niedoceniane i to nie tylko na poziomie szerokiej populacji. Także lekarze nie zawsze do końca zdają sobie sprawę z konsekwencji zakażenia. Oczywiście podkreślam, że powikłania i złe następstwa grypy dotyczą tylko części chorych, większość choruje łagodnie, możemy też być zakażeni i nie mieć żadnych objawów, ale lekarz musi mieć z tyłu głowy potencjalne ryzyko ciężkiego przebiegu choroby. Może zaskoczę, ale bardzo poważne konsekwencje merytoryczne mają pewne zjawiska językowe. Grypa w języku polskim ma pewne przekłamania. Zwykło się nazywać grypą wszelkie przeziębienia, w komunikacji obecna jest „grypka”, co odczytujemy jako małą, niegroźną „choróbkę”. I dlatego choroba, która w rzeczywistości jest bardzo niebezpieczna, jest deprecjonowana i niedoceniana, i dotyczy to przede wszystkim lekarzy i pielęgniarek.

Nie pacjentów? 

- Zwykły człowiek nie musi pewnych rzeczy wiedzieć. Od tego są profesjonaliści, żeby mu je uświadomili i zalecili określone działania. Jeśli jest chory, ma się dowiedzieć od lekarza, jak ma postępować i jak powinien chronić się w przyszłości. To od osób z dyplomem lekarskim czy pielęgniarskim wymagamy tego, żeby poważnie traktowali daną jednostkę chorobową, posługiwali się rzetelną wiedzą i rzetelnymi umiejętnościami, a następnie wszystko, co najważniejsze, przekazali w sposób zrozumiały pacjentowi. 

Gdy jednak pacjent słyszał o „grypce”, o tym, że to po prostu „większe przeziębienie”, jakimi argumentami warto się posłużyć? 

- Jako lekarze bardzo często słyszymy, że ktoś nie choruje, w związku z czym nie ma potrzeby profilaktyki. W takiej sytuacji mówię, że każdy może ciężko przechodzić grypę, wymieniam możliwe następstwa zakażenia i zaznaczam, że nie ma innego lepszego sposobu zapobiegania powikłaniom grypy niż szczepienie. W przypadku osób starszych, osób z wielochorobowościami, które są szczególnie narażone na rozwój powikłań, bardzo często podkreślam również fakt utrzymania samodzielności jako najważniejszego celu szczepienia. Nikt nie chciałby być ciężarem dla innych i to jest argument, który przemawia do wielu pacjentów. Szczepienie chroni przed powikłaniami, przed zawałem, udarem, zatorem płucnym, otępieniem, a także przed śmiercią. Kultura szczepień i profilaktyki w Polsce jest stosunkowo niska i to właśnie od lekarzy w dużej mierze zależy poprawa sytuacji. 

Kiedy jest najlepszy moment na zaszczepienie się przeciw grypie? Czy może być na to za późno? 

- Nigdy nie jest za późno, żeby zaszczepić się przeciw grypie, z jedną małą uwagą, że w kwietniu szczepionki, które zostały przygotowane na dany sezon, są wycofywane i między kwietniem a sierpniem szczepionek przeciw grypie nie można kupić. Możemy się zaszczepić od września do kwietnia, ale najlepszy czas to okres mniej więcej listopada i grudnia. Wtedy, po miesiącu od szczepienia, mamy najsilniejszą ochronę, która trwa ok. trzy miesiące, więc jesteśmy chronieni w trakcie szczytu zachorowań. 

Także sami lekarze, szczepiąc się, mogą przygotować się na sezon grypowy.

- Personel medyczny obowiązkowo powinien szczepić się przeciwko grypie. Pracując wśród ludzi w szpitalach, w poradniach mamy kontakt z wirusem grypy. Szczepiąc się, chronimy nie tylko siebie, ale też osoby, którymi się opiekujemy. Pamiętajmy, że można być zakażonym, roznosić choroby, być tzw. wektorem zakażenia, nie mając objawów, a przenosić zakażenie na wszystkich wokół. 

Rozmawiała Izabela Rzepecka-Sarota