Zaburzenia depresyjne u dzieci i młodzieży

Wspierająca szkoła

Z Małgorzatą Łubą - psycholog, psychoterapeutą poznawczo-behawioralnym rozmawia Katarzyna Izabella Kwiatkowska-Dzialak.

Katarzyna Izabella Kwiatkowska-Dzialak: Pierwsze pytanie, na które chciałabym, żeby Pani mi odpowiedziała, co jest najczęstszą przyczyną depresji u dzieci i młodzieży? I co jest dla naszych dzieci zagrożeniem, na co rodzice powinni zwracać uwagę, by móc je chronić?  

Małgorzata Łuba - psycholog, psychoterapeuta poznawczo-behawioralny: Taki problem jakim jest depresja, nie ma pojedynczej przyczyny i nie możemy opierać się na prostym myśleniu przyczynowo-skutkowym. W wypadku objawów depresyjnych, tak jak przy wielu innych problemach zdrowia psychicznego, pewne czynniki ryzyka tworzą w człowieku podatność rozwinięcia się zaburzenia. Mówiąc inaczej, osłabiają jego odporność życiową. I w momencie, kiedy zadzieją się dodatkowo jakieś trudne, stanowiące dla niego presję okoliczności, razem wzięte mogą dać objawy depresyjne. To, co tworzy podatność w człowieku, jeśli chodzi o depresję, to czynniki biologiczne. O podatności genetycznej wiemy z badań, którymi objęte są rodziny, i w których pojawiła się diagnoza depresji. Ale czynniki biologiczne nie jako jedyne zwiększają podatność rozwinięcia się stanów depresyjnych. Oprócz nich warto wskazać różnego rodzaju trudne, czasami przewlekłe okoliczności życiowe, m.in. śmierć lub choroba ważnej osoby, doświadczenie przemocy, zaniedbania w domu rodzinnym, brak dostatecznego zrozumienia i wsparcia. Podatność pod postacią pierwszych objawów depresyjnych, często ujawnia się dopiero w odpowiedzi na różne negatywne wydarzenia, np. konflikty w rodzinie lub szkole, niepowodzenia w nauce, wykluczenie z grupy rówieśniczej, nadmierne oczekiwania innych, przemęczenie i wiele innych.    

Jak odróżnić stres od depresji? Czy każde zaburzenie nastroju jest zaburzeniem depresyjnym? Jak długo trwają epizody zmiany nastroju i jak je rozróżnić? Jak płynna jest ta granica między stresem a depresją?  

Pamiętajmy, że opiekunowie nie są odpowiedzialni za postawienie diagnozy, czy to już jest depresja. Niebezpieczeństwo, ale jednocześnie i dobrodziejstwo dzisiejszego świata polega na ogromnym dostępie do wiedzy, również do kryteriów diagnostycznych. Mamy tak zwanego doktora Google'a. W wyszukiwarce mogę opisać, co się dzieje z moim dzieckiem i za chwilę dostanę odpowiedź, co mu dolega. Ale na tej podstawie nie możemy rozpoznać depresji. Opiekunowie mogą za to zauważyć niepokojące, niepożądane zmiany w zachowaniu młodej osoby. Jeśli te zmiany spowodowane są stresem, przytłoczeniem, przygnębieniem, zazwyczaj pojawiają się na chwilę i ustępują, kiedy mija okoliczność wywołująca stres. W przypadku depresji potrafią utrzymywać się długi czas, liczony w tygodniach lub nawet w miesiącach, rozwijać się i narastać, utrudniając dziecku lub nastolatkowi codzienność w domu i szkole, kontakty z dorosłymi i rówieśnikami.  Najważniejsze zadanie dla opiekuna to zauważyć te zmiany i w żadnym wypadku ich nie bagatelizować. Poprzez rozmowę z dzieckiem dowiedzieć się, co za nimi się kryje, np. jakie emocje, myśli, doświadczenia, sytuacje, i – w razie potrzeby - sięgnąć po wsparcie u szkolnych specjalistów, może specjalistów z poradni psychologiczno-pedagogicznej. A może po drodze okaże się, że konieczna będzie konsultacja psychiatryczna. Bo lekarz może postawić diagnozę, a diagnoza depresji w przypadku dziecka i nastolatka nie jest łatwym zadaniem. To w dużej mierze jest diagnoza różnicowa. Trzeba zweryfikować, czy obecne objawy, nie mają innego wytłumaczenia, np. neurologicznego, endokrynologicznego. Trzeba również zweryfikować, czy to jest depresja, a może inny psychiatryczny problem, np. zaburzenia lękowe. To jest wyzwanie dla lekarza. Wszyscy pozostali - opiekunowie w domu, opiekunowie w szkole, specjaliści szkolni, specjaliści poradni - mogą dopomóc w tym procesie diagnostycznym, dzieląc się swoimi spostrzeżeniami, czasami również wynikami przeprowadzonych badań psychologicznych.    

Jako rodzice mamy czasami tendencję do spłycania objawów chorobowych u dziecka, tłumacząc, że po prostu życie jest stresujące. Wystarczy zaliczyć tą klasówkę, czy dany sprawdzian i wszystko wróci do normy. Nie zdając sobie sprawy z powagi sytuacji, możemy przegapić proces rozwoju tego silnego stanu napięcia, które może się przerodzić w początki depresji.  

Inną, ważną różnicą między zdenerwowaniem, czy czasowym przygnębieniem, a depresją jest reakcja dziecka na próbę pomocy i działania na rzecz poprawienia nastroju. Co zazwyczaj rodzice robią? Mówią słowa pocieszenia. Proponują jakąś wspólną przyjemność, która może być trochę takim zadośćuczynieniem dla przeżywanego smutku. W przypadku przygnębienia to pomaga i przynosi pożądane efekty. Natomiast, jeśli są to objawy depresyjne, to, co do tej pory pomagało, poprawiało nastrój, nie działa, przestaje cieszyć. Dziecko może stawać się niechętne do tego, żeby cokolwiek zrobić, żeby chcieć się zaangażować w to, co proponujemy. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to bardzo wyraźna granica, ale jeszcze raz podkreślę, to nie rodzic ma stawiać diagnozę.    

Czyli ważne, aby przede wszystkim nie bagatelizować stanu dziecka.  

Zdecydowanie rodzic nie powinien bagatelizować ani stresu, ani depresji. Za każdym razem ważna jest uważność i obserwacja. Pamiętajmy jednak, aby tych obserwacji nie przedłużać w czasie i – raczej szybciej niż później - spróbować zweryfikować swoje podejrzenia, niepokoje, niejasności u źródła. A źródłem zawsze jest dziecko. Bo to ono czuje coś od środka. Nie ty to czujesz, nawet jeżeli znasz dziecko od maleńkości, bo to jest twoje dziecko.  

Jako rodzice mamy tendencję do decydowania za dziecko, uważając, że przecież znamy je od tak zwanej podszewki. Gdy nasza pociecha jest smutna od kilku dni, czy mamy już bić na alarm? Na jakie zachowania naszych podopiecznych powinnyśmy zwrócić uwagę?      

My, jako rodzice wiemy swoje, ale nie zawsze oznacza to, że wiemy lepiej. W momencie, kiedy dziecko zaczyna w ostatnim czasie mówić złe rzeczy o sobie, a do tej pory miało o sobie niezłe zdanie, powinniśmy się tym zainteresować. Naszym obowiązkiem jest porozmawiać z dzieckiem. Powiedzieć, że smuci mnie to, bo według mnie jest kochaną, lubianą osobą. Najważniejsze jednak to zapytać, czy przypadkiem nie przeżywa czegoś trudnego, z czego mogę nie zdawać sobie sprawy. W ten sposób jako rodzic nie wchodzę w rolę diagnosty, ani w rolę kogoś, kto będzie pouczał i wychowywał. Tylko sięgam po to, co jest najsilniejszym narzędziem - po ciekawość, zainteresowanie, uwagę i czas poświęcony dziecku. I to jest prawidłowa reakcja rodzica względem dziecka. Gdy prosimy o pomoc w zrozumieniu danego zachowania, wychodzimy z roli wszechwiedzącego rodzica, który tylko nakazuje, co należy zrobić. W nowej roli jesteśmy bardziej otwarci i być może dziecko będzie bardziej gotowe z nami porozmawiać, a nie z kimś, kto wie lepiej. Rozmawiajmy z naszymi dziećmi, a nie oceniajmy na wstępie: “Widzę, że się zamykasz i od razu wiem, że to twój objaw buntu. A kiedy masz gorsze stopnie, wiem, że to przez twoje lenistwo.” Zamiast tego, powiedzmy: “Widzę, że w dzienniku masz gorsze stopnie. Nie bardzo rozumiem, co to znaczy, bo wiem, jak bardzo ci na dobrych stopniach do tej pory zależało. Pomóż mi zrozumieć, co się dzieje. Może coś utrudnia ci naukę. Razem mamy szansę, aby zmierzyć się z problemem.” Mamy zająć się opieką nad dzieckiem, nie zostawiać go samego w obliczu trudności. To jest nasz podstawowy obowiązek.    

Rodzice czasem chcą zadośćuczynić dziecku za swoje błędy względem niego, bądź wynagrodzić swoje ciężkie przeżycia z dzieciństwa nadmiernym rozpieszczaniem. Bezstresowe wychowanie skutkuje tym, że dzieci są jak płatki śniegu, czyli po prostu bardzo delikatne, nie potrafiące funkcjonować samodzielnie. Czy wyręczanie we wszystkim naszych dzieci, nie jest kolejną przyczyną ich problemów ze zdrowiem?  

Nie tyle przyczyną, co jednym z czynników ryzyka. Pamiętajmy, że stres, trud jest nieodłącznym elementem naszego życia. Natomiast czasami w takiej dobrej intencji i chęci uchronienia dziecka przed wszystkim co złe, zabieramy mu sprawczość.  Takim nadmiernym działaniem doprowadzamy do tego, że dziecko po drodze na mniejszych stresach, na mniejszych konfliktach, na mniejszych niepowodzeniach nie ćwiczy, że to nie jest przecież koniec świata. Nie rozwija również swoich umiejętności samodzielnego radzenia sobie.  

W tych dobrych intencjach chcemy wyręczyć dziecko. Natomiast ono z tego ma rozrastającą się z każdym kolejnym takim naszym działaniem poczucie, że nas potrzebuje we wszystkim i że samo nie jest w stanie sobie z niczym poradzić. Brakuje mu przestrzeni, żeby po swojemu odpowiedzieć na pytania: Jak mogę zareagować? Jak mogę się ukoić w różnych okolicznościach? Jak mogę porozmawiać, żeby ktoś mnie usłyszał, żeby uszanował moje zdanie?  I to w którymś momencie będzie miało znaczenie dla stanów depresyjnych, bo szereg trudności, takich, z którymi mogłoby sobie poradzić, zaczyna postrzegać jakby były nie do przejścia, były poza jego wpływem.    

Rodzice również mogą postawić zbyt wysoką poprzeczkę dziecku, co powoduje właśnie jego stan. Stan, który może się przerodzić w depresję, bo dziecko już nie daje rady spełniać wygórowanych oczekiwań rodziców.  

Jest pewna mądrość w słowach, których używamy. A w nazwie depresja zawiera się słowo presja. to są nasze ambicjonalne oczekiwania względem dziecka - kim ty masz być i jakie ty masz mieć stopnie, jak ty masz się zachowywać. Czasami swoje niespełnione ambicje przekładamy na dzieci. Do tego dochodzi presja w szkole, która wyrażana jest ocenami, rywalizacją, rankingami uczniów i szkół. Presja w grupie rówieśniczej - żeby być lubianym, popularnym. Przeciętne dziecko odczuwać może z wielu stron presję.  

Jak postępować wobec dziecka, nastolatka gdy już jest zdiagnozowana depresja? Czy nasza pociecha wówczas wymaga jakby dodatkowych, specjalnych potrzeb edukacyjnych? Gdy depresja zupełnie zamyka dziecko na świat zewnętrzny i ono ma trudności w nauce, w komunikowaniu się z rówieśnikami, co wówczas należy poczynić?    

Moim zdaniem to, co jest najważniejsze w momencie, kiedy pojawiła się diagnoza depresji, to uwierzyć, że to jest prawdziwy problem zdrowotny. Dr Artur Kołakowski porównuje depresję do złamanej nogi. Rozwińmy to porównanie. Kiedy noga jest złamana, bardzo często potrzebny jest gips i tym gipsem w przypadku depresji może być hospitalizacja. Bo ta złamana noga potrzebuje usztywnienia, aby właściwie się zrosnąć. A w przypadku depresji, jednym ze wskazań do hospitalizacji, może być zagrożenie samobójcze - w tym przypadku szpital jest jak gips na złamaną nogę, bo ma za zadanie zabezpieczyć przed próbą samobójczą lub samobójstwem. Czasami złamaniu nogi towarzyszy silny ból i zalecane są leki. W depresji może być podobnie – farmakoterapia może pomóc łagodzić silny dyskomfort, obecny w stanach depresyjnych. Po tym, jak kość w nodze się zrośnie, nie odzyskujemy jeszcze pełnej sprawności. Potrzebna jest rehabilitacja. Ile czasu trwa rehabilitacja, zależy od złamania. I czasami ona trwa kilka tygodni, niekiedy kilka miesięcy, a czasami na przykład po bardzo poważnym, skomplikowanym złamaniu, trwa kilka lat. Takim odpowiednikiem rehabilitacji w przypadku leczenia depresji jest psychoterapia, która będzie wymagać całej serii spotkań. Nie może być to jedno spotkanie z psychoterapeutą i dalej już nie pójdziemy, bo mi się ten specjalista nie spodobał, albo nie spodobał się mojemu dziecku. Nawet jeśli tak jest, specjalista jest jak bluzka. Nie pasuje ci? Szukaj nowego, bo go potrzebujesz. Podczas leczenia poruszane są bardzo intymne sprawy, dlatego te dwie osoby pacjenta i specjalisty należy do siebie dopasować, stąd porównanie z bluzką. To powinien być ktoś, kogo będziemy darzyć zaufaniem, z kim będzie się nam dobrze rozmawiać. Jeżeli dziecku nie podobają się spotkania, nie naciskajmy, że to musi być tylko konkretnie ten psychoterapeuta. Szukajmy następnego.  

I w końcu pamiętajmy, że noga nie zrośnie się od razu - z chwilą postawienia diagnozy czy z chwilą założenia gipsu i wprowadzenia leków. Nie odzyska również pełnej sprawności po pierwszej wizycie u rehabilitanta. Na to wszystko potrzebny jest czas. I podobnie jest z leczeniem depresji. Ono również wymaga czasu, który mamy za zadanie wypełnić działaniami. Działaniami, które będą służyły zdrowieniu, odzyskiwaniu sprawności, rozwijaniu umiejętności radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Tutaj nie zadziała powiedzenie “czas leczy rany”. Leczą rany konkretne działania. Czas jest elementem koniecznym do pełnego wyzdrowienia. To jest proces. Lekarz, przepisując leki, kiedy uzna, że są potrzebne, też będzie podkreślał, że od razu nie zadziałają. Przy lekach nowszej generacji po tygodniu, przy tych bardziej rozpowszechnionych – po dwóch lub czterech tygodniach widać pierwsze efekty. Oczywiście poprawa pojawia się pod warunkiem, że za pierwszym razem lekarz zalecił taką substancję, na którą ten młody człowiek od razu dobrze odpowie. A może być tak, że dopiero trzeci preparat zadziała.  

Czy środki psychotropowe są uzależniające, jak powszechnie się uważa i czy one są bezpieczne dla dziecka?   

Po pierwsze, leczenie depresji bywa bardzo, bardzo złożone i nie zawsze potrzebne są leki. Jeśli lekarz będzie widział potrzebę zastosowania farmakoterapii, to ma ku temu podstawy, a ja jestem zdania, że warto po prostu zawierzać specjaliście. Natomiast ważne jest, żeby nie patrzeć na leki jak na panaceum na wszystko. I nie postrzegać farmakoterapii i psychoterapii w kategoriach albo, albo. Podstawowym działaniem na rzecz zdrowienia w przypadku depresji u młodych osób jest psychoterapia, ale w przypadku bardzo silnych objawów, może być ona niemożliwa bez zastosowania leków. To, czego się często boimy w lekach stosowanych w problemach zdrowia psychicznego, jest to, że - tak jak pani powiedziała - można się od nich uzależnić, ale również, że zmienią one osobowość i dziecko na lekach nie będzie sobą. A tymczasem osoby, które korzystały z leczenia farmakologicznego, często mówią, że dzięki lekom znowu mogą być sobą, znowu mogą cieszyć się życiem tak, jak kiedyś. Mogą normalnie spać, mieć siły, patrzeć z nadzieją w przyszłość. I to warto sobie wziąć do serca. Natomiast w dyskusji, czy leki uzależniają, ważnym argumentem jest, czy są stosowane zgodnie z zaleceniami lekarza. Jeśli tak, absolutnie nie powinniśmy kierować się lękiem, że można się od nich uzależnić. Lekarze mają za zadanie kierować się dobrem swoich pacjentów i stosować leki tylko w tym okresie, kiedy w ich odczuciu one są niezbędne, czyli nie dłużej niż są potrzebne.    

A co ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi w szkole?  

Pamiętajmy, że depresja depresji nie jest równa. Mamy cały pakiet różnych objawów, które tworzą depresyjny stan. Kiedy są potrzebne specjalne dostosowania edukacyjne? Na przykład wtedy, kiedy w ramach doświadczenia depresji konkretna młoda osoba ma rozległe problemy z koncentracją uwagi, które przekładają się na to, że ma ona trudności z zapamiętaniem, uczeniem się nowych treści. I wówczas ważnym zaleceniem może być nauczanie indywidualne, które na początku leczenia będzie koniecznym ułatwieniem, ponieważ to dziecko w klasie trzydziestoosobowej, gdzie każdy szmer, szept jeszcze bardziej utrudnia koncentrację uwagi, nie może się skoncentrować. Nauczyciel pracując indywidualnie z uczniem, ma szansę w efektywniejszy sposób pomóc mu nadrobić zaległości, nabywać nową wiedzę, nowe umiejętności. Nauczanie indywidualne nie zawsze jest jednak odpowiednim dostosowaniem. Na przykład, kiedy wśród objawów depresji obecny jest lęk, który sprawia, że dziecko wycofuje się z relacji społecznych, nauczanie indywidualne może przynieść więcej złego niż dobrego. Może pogłębić ten stan. Wówczas wśród dostosowań powinno znaleźć się wskazanie, aby dziecko chodziło do szkoły, ale bez np. sprawdzania wiedzy poprzez odpytywanie na forum klasy.    

Znowu posłużę się porównaniem depresji do złamanej nogi. Najważniejsze w całym procesie zdrowienia, żebyśmy jako dorośli rozumieli, że - czy to w nauczaniu indywidualnym, czy w chodzeniu przez dziecko do szkoły - w tym okresie dziecko będzie funkcjonowało trochę gorzej, będzie mniej sprawne. A my powinniśmy to zaakceptować. Ale jeżeli my, dorośli, w szkole i w domu nie zrozumiemy, że to jest jeszcze proces usprawniania, taki jak rehabilitacja, wówczas możemy powiedzieć dziecku: “Ale przecież już masz leki, już jesteś w trakcie psychoterapii, teraz oczekuję, że dasz z siebie wszystko, żeby w tydzień nadrobić zaległości z kilku ostatnich miesięcy.” Kiedy nie rozumiemy, że zdrowienie wymaga czasu, niestety może się pojawić w nas utrata cierpliwości, bo nie ma poprawy. Bo ta poprawa nie nastąpiła wraz z pierwszą tabletką, czy po pierwszej wizycie u specjalisty, jakim jest psychoterapeuta. Jeszcze raz powtórzę to, co jest wyzwaniem dla opiekuna. To jest uwierzyć, że to jest prawdziwa choroba. Taka jak złamana noga. Zatem od złamania nogi do pełnej sprawności musi upłynąć czas, który będzie wypełniony działaniami na rzecz zdrowienia.    

Jest jeszcze inna trudność - możliwe są powikłania depresji takie, jak sięganie po substancje psychoaktywne, nadmiarowe sięganie po smartfona, jedzenie, samouszkodzenia. Każde z tych zachowań mogło być próbą “samoleczenia” - dziecko, żeby nie czuć tego dojmującego, gorszego, depresyjnego stanu, żeby choć na chwilę zapomnieć o problemach, mogło zacząć się w ten sposób znieczulać lub odwracać swoją uwagę od tego, co trudne. I wtedy to już jest nie tylko złamana kość, ale złamana kość z przemieszczeniem. Bo oprócz stanu depresyjnego, mamy na przykład niebezpieczne używania, a może wręcz uzależnienie. Wtedy proces zdrowienia będzie trwał znacznie dłużej.    

Samouszkadzanie może być również uzależniające i może się rozwinąć w coś, co nazywamy syndromem chronicznych samouszkodzeń - samouszkodzenie staje się podstawowym sposobem dziecka na radzenie sobie z przykrymi emocjami, komunikowaniem się z innymi, uzyskiwaniem poczucia sprawczości. I – tak jak w przypadku uzależnienia od alkoholu – i w tym wypadku nie wystarczy wytłumaczyć młodej osobie, że jest to szkodliwe zachowanie, aby przestało się ono pojawiać. Znowu potrzebny jest czas, aby pomóc dziecku rozwinąć umiejętności, dzięki którym nie będzie potrzebowało samouszkodzeń.    

I trudne pytanie, jakie mogą być następstwa nieleczonej depresji, gdy zbyt późno ją zauważymy?  

Tak, jak przed chwilką powiedziałam, mogą być to wszelkiego rodzaju uzależnienia. Uzależnienia od substancji, uzależnienia od zachowań, czyli uzależnienia od tego wszystkiego, co mogę znaleźć w smartfonie, od nadmiaru seriali, od zakupów, od hazardu, od seksu - takiego bardzo niebezpiecznego, przygodnego. Syndrom chronicznych samouszkodzeń może być powikłaniem. Ale również zachowania samobójcze. Bo depresja tak od środka dla młodego człowieka jest ogromnym wewnętrznym cierpieniem. Depresja w swoich objawach nie tylko przysparza cierpienia, zabiera również nadzieję na to, że będzie lepiej, że coś się da zrobić. I wtedy moja przyszłość nie ma sensu, bo nie będzie lepiej, więc po co dalej mam żyć. Lepiej to życie jak najszybciej zakończyć. I tak może zacząć się proces zachowań samobójczych u młodej osoby, gdy głowę zaczynają wypełniać myśli o własnej śmierci, samobójstwo staje się sposobem uchronienia siebie od cierpienia.    
Świadomość tych zagrożeń powinna nas motywować do podjęcia jak najszybszych działań.    

Tak i na koniec proszę o podsumowanie, co to jest depresja.  

Choć słowo „depresja” jest powszechnie używane w potocznym języku, jest to stan chorobowy, który wiążę się z poważnymi konsekwencjami. Depresja jest problemem funkcjonowania całego organizmu – powoduje zmiany w fizjologii, sposobie myślenia i odczuwania, wpływa na pogorszenie zachowań młodego człowieka. Depresja u dzieci i młodzieży może objawiać się w bardzo zróżnicowany sposób, często odległy od potocznego wyobrażenia tego problemu. Częściej niż smutek widoczna jest drażliwość, ciągłe podenerwowanie i łatwe wpadanie w złość. Do tego może pojawić się brak motywacji do działania, niechęć do nauki, chodzenia do szkoły i spotkań z innymi, większa tendencja do wchodzenia w konflikty.  

Chorowanie na depresję nie oznacza, że człowiek staje się kimś gorszym od innym, słabeuszem, przegrywem, nieogarem życiowym, chociaż takie wnioski podsuwa mu depresyjny stan. To nie jest słaba, ani silna wola, tylko stan, który nie jest niczyim wyborem, ani winą. Ale też depresja nie powinna być też etykietą na całe życie, bo to jest problem zdrowia, który da się leczyć.    

Co Pani jeszcze chciałabym dodać na końcu naszej rozmowy, uwypuklić?  

Drodzy rodzice i opiekunowie, jeżeli podejrzewacie objawy depresji u dziecka, warto, abyście skupili się najpierw na działaniach, które mają szansę zweryfikowania czy to jest depresja, a później na działaniach, które będą służyły zdrowieniu. Niech w pierwszych reakcjach nie zatrzymuje was pytanie, dlaczego do tego doszło. Może na szlaku terapii dowiecie się, jakie czynniki ryzyka doprowadziły do pojawienia się objawów. To pytanie, które nasuwa się wam jako pierwsze, dlaczego moje dziecko ma depresje, na początku drogi ku zdrowieniu nie jest najważniejsze, ponieważ kieruje was to do patrzenia w przeszłość, której nie można już zmienić. Tymczasem ważne, aby skoncentrować się na teraźniejszości, aby wesprzeć dobrą przyszłość dziecka. Jeśli będzie taka potrzeba, będzie się to działo siłami diagnozy, siłami psychoterapii, farmakoterapii, siłami waszego zaangażowania.    

Dziękuję za rozmowę.  


Szczegółowe informacje dotyczące programu Wspierająca Szkoła dostępne są na stronie internetowej projektu www.wspierajacaszkola.pl.

Wspierająca Szkoła



Poniżej znajdziesz ogólnopolską listę miejsc, w których można otrzymać bezpłatną pomoc dla osób w kryzysie psychicznym

Bezpłatne miejsca pomocowe