Stanowią ważne ogniwo, a mało mówi się o ich roli. Transplantacje okiem pielęgniarki

- Zespół transplantacyjny musi być jak dobrze naoliwione tryby jednej maszyny – podkreśla w rozmowie z Adamed Expert Marta Kotomska, specjalistka w dziedzinie pielęgniarstwa operacyjnego, współtwórczyni procedur oraz standardów transplantacyjnych i opieki nad chorym na bloku operacyjnym. Pielęgniarki operacyjne są ważnym ogniwem procesu transplantacji i dziś, z okazji Ogólnopolskiego Dnia Transplantacji, rozmawiamy o ich codziennych zadaniach i wyzwaniach. Tych drugich nie brakuje, bo transplantologia, jak mówi Kotomska, to dziedzina, która ewoluuje szybciej, niż powstają podręczniki, a nauka, technika i ludzkie emocje splatają się w niej w najbardziej niezwykły sposób. 

Izabela Rzepecka-Sarota, Adamed Expert: Pielęgniarstwo transplantacyjne nie jest częstym wyborem. Pani z transplantologią jest związana od lat. Co sprawiło, że obrała pani tak „niepopularną” drogę? 

Marta Kotomska, specjalistka w dziedzinie pielęgniarstwa operacyjnego, współtwórczyni procedur oraz standardów transplantacyjnych i opieki nad chorym na bloku operacyjnym: - Na początku moim wyborem był blok operacyjny. Fascynował mnie świat medycyny ukryty za zamkniętymi drzwiami. Gdy oswoiłam się z salą operacyjną, narzędziami, sprzętem, pracą w zespole, skierowałam się ku transplantologii. Wybór transplantologii był i pozostał dla mnie fascynacją, ponieważ to absolutny szczyt medycyny, gdzie stawką jest drugie życie człowieka i gdzie dokonuje się najwyższy akt donacji. Od początku towarzyszyło mi niezwykłe poczucie, że uczestniczę w czymś, co dosłownie odwraca wyroki losu, co można nazwać „drugimi narodzinami” dla pacjenta. Późniejsze zaangażowanie w tworzenie i wdrażanie standardów instrumentacji zrodziło się z kolei z przekonania o konieczności żelaznej jakości pracy. Transplantologia to dziedzina, w której nauka, technika i ludzkie emocje splatają się w najbardziej niezwykły sposób. Wciąga bez reszty. 

To też dziedzina, która od kilku lat w Polsce rozwija się w bardzo dynamicznie. Pani może porównać, jak proces transplantacji wyglądał kiedyś, a jak przebiega dziś. W czym przejawiają się największe różnice?

- Różnica między tym, co było kiedyś, a tym, co mamy dziś, jest spektakularna. Przede wszystkim przeszliśmy od heroicznej walki do wysoce ustandaryzowanej procedury, co jest kwintesencją innowacyjności w transplantologii. Kiedyś sukcesem było roczne przeżycie. Dziś, dzięki postępowi medycyny, przeszczepienie stało się standardową operacją, choć wciąż wymagającą najwyższych kompetencji.

Kluczowa, pani zdaniem, zmiana? 

- Udoskonalenie technik przechowywania narządów, takich jak perfuzja pozaustrojowa, która minimalizuje krytyczny czas zimnego niedokrwienia i pozwala lepiej ocenić stan narządu. Ten rozwój pozwala nam kwalifikować do przeszczepienia coraz większą liczbę pacjentów, w tym osoby w podeszłym wieku, dając nadzieję tym, którym kiedyś musielibyśmy jej odmówić.

Postrzeganie roli pielęgniarek w zespołach transplantacyjnych też uległo zmianie? 

- Muszę przyznać, że z ogromną satysfakcją obserwuję rewolucję w postrzeganiu naszej roli. Odeszliśmy od modelu „destrukcyjnej zależności pionowej” na rzecz autentycznej, poziomej współpracy, opartej na wzajemnym zaufaniu i szacunku. Dziś pielęgniarka operacyjna, zwłaszcza w transplantologii, musi być doskonale wykwalifikowana i odpowiedzialna, świadoma, że jest kluczowym partnerem chirurga i odpowiada za bezpieczeństwo pacjenta. Nasz poziom wiedzy i precyzji musi być tak wysoki, byśmy mogły wyprzedzać polecenia chirurga i sprawnie działać w sytuacjach nagłych. Zespół transplantacyjny musi być jak dobrze naoliwione tryby jednej maszyny. 

Dlaczego wasza rola – rola pielęgniarek i pielęgniarzy operacyjnych w zespołach transplantacyjnych - jest tak istotna? 

- Jesteśmy strażnikami standardów i reżimu sanitarnego na bloku operacyjnym, gdzie zakażenie podczas leczenia pacjenta na immunosupresji może wszystko zniweczyć. Posiadamy fachową wiedzę, która łączy chirurgię i immunologię, stając się niezastąpionym ogniwem w opiece nad biorcą. Jak często podkreślam, od naszej uczciwości, wiedzy i umiejętności zależy zdrowie, a nieraz życie operowanego człowieka. 

Co, w opiece nad pacjentem na każdym etapie leczenia - od przygotowania do zabiegu, przez samą transplantację, aż po opiekę pooperacyjną - jest najważniejsze? 

- Nasza praca to ciągła, wieloetapowa opieka, która wymaga od nas pełnego zaangażowania. Przed transplantacją u biorcy kluczowa jest rola edukatora przygotowującego pacjenta fizycznie i psychicznie, np. poprzez naukę skrupulatnej higieny stomatologicznej u chorych dializowanych czy pierwotnej profilaktyki przeciwnowotworowej. Tu ogromną rolę pełni koordynator, którym coraz częściej są właśnie pielęgniarki. W trakcie transplantacji, na bloku, musimy wykazać się bezwzględną precyzją. Perfekcyjne stosowanie standardów instrumentacji podczas skomplikowanych zabiegów jest jednym z kluczy do sukcesu. Po transplantacji przeistaczamy się natomiast w „coachów przeżycia”, skupiając się na intensywnej opiece i edukacji, która ma przygotować pacjenta do wzięcia pełnej odpowiedzialności za swoje drugie życie.

Również w przypadku dawcy mamy do czynienia z rozbudowanym, wieloetapowym procesem. 

- Jednak pracy z biorcą i dawcą narządu nie da się porównać. Poza kwestiami medycznymi - pracujemy na dwóch przeciwległych krańcach emocjonalnego spektrum. Praca z dawcą ma przede wszystkim wymiar etyczny. Bardzo ważna jest dbałość o to, by zgoda, o którą pytamy rodzinę jako koordynatorzy, była tożsama z życzeniem zmarłego i prawem. By wyrażenie woli dawcy nie naruszyło dobrostanu pozostającej w żałobie rodziny. W przypadku żywego dawstwa natomiast, oczywiście poza monitorowaniem stanu zdrowia pacjentów i szeroko rozumianą opieką, często towarzyszymy parom w pogłębieniu relacji dawca-biorca.

Pielęgniarki pracujące w zespołach transplantacyjnych pełnią więc kilka różnych ról. 

- To prawda. I nie zapominajmy o roli „coachów przeżycia”, bo edukacja jest filarem długoterminowego sukcesu przeszczepienia. Daje pacjentowi narzędzia do opanowania swojego nowego życia. Pozwala mu m.in. powrócić do pełni aktywności, także zawodowej. Absolutnie kluczowe jest uświadomienie pacjentowi, że leki immunosupresyjne to jego polisa na życie, którą należy przyjmować z aptekarską precyzją. Nauka wczesnego rozpoznawania objawów odrzucenia i zakażeń ratuje życie i narząd. Musimy także uczyć pacjentów pierwotnej profilaktyki przeciwnowotworowej, ponieważ ryzyko nowotworów wzrasta wraz z immunosupresją, co jest często pomijanym, ale kluczowym elementem długoterminowej opieki. Informacje te należy przekazywać z autentyczną empatią i zrozumieniem, wielokrotnie, by pacjent poczuł się upodmiotowiony i pewny w swojej nowej roli. Ale, żeby to robić, pielęgniarka musi posiadać szeroką wiedzę.

Poza szeroką wiedzą – jakie umiejętności i cechy musi jeszcze posiadać? 

- Kluczowa jest umiejętność logicznego myślenia, bo pozwala na szybkie i skuteczne działanie w stresie. Wymaga się od nas absolutnego opanowania, spokoju i profesjonalizmu na bloku, ze zdolnością do rozładowania napiętej atmosfery i utrzymania stałej koncentracji. Musimy być też „pasjonatami”, a nie tylko „pracownikami - wykonawcami”. 

Ta praca to życie w ciągłej gotowości?

- Życie w zawieszeniu, pod dyktando losu innych ludzi, gdzie telefon do nas może zadzwonić o każdej porze, a my musimy natychmiastowo wejść w rolę, na blok, bo jak mawiał prof. Religa: „Noc jest normalnym dniem pracy”. To jest moment, kiedy w ciągu kilku minut musimy oderwać się od życia prywatnego i przestawić się w tryb maksymalnego skupienia na pracy. Ta ciągła gotowość wymaga od nas i naszych rodzin dużej tolerancji i poświęcenia, ale poczucie, że jesteś w stanie w środku nocy zapewnić logistyczną perfekcję procedury ratującej życie, jest motorem do tego wysiłku.

Wiąże się jednak na pewno z ogromnym obciążeniem psychicznym. 

- Stres, z którym się mierzymy, jest intensywny i wielowymiarowy. Wynika on przede wszystkim z presji czasu w sytuacjach nagłych i świadomości stawki - świadomości, że jeden błąd może kosztować ludzkie życie, a sekundy decydują o żywotności i jakości narządu. W transplantologii jak nigdzie indziej śmierć przeplata się z życiem. W przypadku żywego dawstwa pojawia się także ogromny ciężar odpowiedzialności za operowanie zdrowej osoby. Dużym wyzwaniem jest też konieczność nieustannego rozwoju, bo dziedzina, jaką jest transplantologia, ewoluuje szybciej niż powstają polskie podręczniki. Czy ktoś kiedyś myślał, że jest szansa wyhodować lub wydrukować nowy narząd? A przecież to się dzieje.

Jak sobie z tym wszystkim radzić? 

- Utrzymanie wewnętrznej równowagi jest kluczowe, bo w naszym zawodzie łatwo o wypalenie. 

Radzenie sobie z trudnymi emocjami i niepowodzeniami wymaga zdrowego dystansu i silnego wsparcia, nie tylko bliskich, ale i zespołu, który dla nas często staje się „drugą rodziną”. Moim pierwszym mechanizmem obronnym jest profesjonalizm, opanowanie w krytycznym momencie oraz niezachwiana wiara, oparta na wiedzy, w słuszność tego, co robimy. Ważna jest też dbałość o organizację pracy, aby zapewnić sobie szybki wypoczynek po wielogodzinnych operacjach. A co daje największą siłę i motywację? Czerpię je – myślę, że nie tylko ja – z oglądania sukcesu, którym jest widok pacjentów, którzy po przeszczepieniu wracają do pełnej aktywności. Gdy ktoś mnie pyta, czy pomimo tylu trudności warto tak pracować - odpowiadam z pełnym przekonaniem, że absolutnie tak!

Skoro warto - od czego pielęgniarka chcąca pracować w zespole transplantacyjnym powinna zacząć? 

- Po uzyskaniu prawa wykonywania zawodu trzeba świadomie wybrać pracę w ośrodku transplantacyjnym. Najpierw poznać i pokochać blok operacyjny, poznać swoje mocne i słabe strony, a potem uczyć się od najlepszych i specjalizować się w pielęgniarstwie operacyjnym. To zawód, który dostarcza sporo stresu, wymaga stałego doskonalenia kompetencji, ale daje ogromną satysfakcję i poczucie sensu. Nie da się go porównać z żadnym innym. 

Dostrzega pani jednak obszary, w których konieczne są zmiany? 

- Najbardziej palące zmiany dotyczą na pewno sfery systemowej i finansowej. Musimy odejść od argumentu „poczucia misji” i zacząć godnie wynagradzać pielęgniarki i koordynatorów transplantacyjnych, których rola w logistyce i identyfikacji dawców i biorców jest kluczowa. Musimy pamiętać, że to jest praca. Często podszyta pasją, ale praca. Teraz brak systemowego docenienia skłania młode, fantastyczne osoby do emigracji, a my tracimy cenne kadry. 

Musimy także wzmocnić rolę koordynatora i zapewnić mu finansowanie, aby mógł w pełni skupić się na logistyce, psychospołecznej ocenie sytuacji i pracy u podstaw. Musimy też przełamać tabu bloku operacyjnego poprzez wprowadzenie już na poziomie studiów licencjackich kształcenia w obrębie bloku. Wiele lat nie było to możliwe. Dzięki ogromnemu zaangażowaniu środowiska, m.in. Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Instrumentariuszek, wróciły efekty kształcenia dotyczące pielęgniarstwa operacyjnego. Studentami, jak i absolwentami powinny opiekować się stricte pielęgniarki operacyjne. Pilotażowy program mentoringu ma szczególne zastosowanie w dziedzinach pracy jeden na jednego.

W sferze edukacji społeczeństwa też jest coś do zrobienia?

- Konieczna jest intensyfikacja działań, edukacji rzetelnej i skierowanej do całego społeczeństwa, także, a może przede wszystkim do młodzieży. Przez edukację należy przełamywać utrzymujące się bariery społeczne. Świadomość społeczeństwa zwiększy z pewnością pulę narządów. Ludzie muszą zrozumieć, że kilkadziesiąt procent częściej mogą zostać biorcą niż dawcą. 

Rozmawiała Izabela Rzepecka-Sarota