Czy mroźna zima będzie oznaczać mniej kleszczy latem? Ekspertka odpowiada

Czy mroźna zima będzie oznaczać mniej kleszczy latem? Biolog dr inż. Anna Wierzbicka z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu wyjaśnia, co zimą robią kleszcze, jak na ich populację wpływają siarczyste mrozy i dlaczego już w marcu możemy paść ofiarą ataku tych pajęczaków. 

Adamed Expert: Gdzie i jak zimują kleszcze? 

Dr inż. Anna Wierzbicka: - W ściółce i w glebie. Niektóre gatunki w miejscach schronienia ssaków i ptaków, czyli w gniazdach i norach. 

Czy mroźna zima zmniejsza ich populację? 

- Żyjące w Polsce kleszcze zaadaptowały się do przetrwania mrozów w ziemi, po prostu przesypiają ją przykryte „kołderką” z opadłych liści i śniegu. Jednak podczas ciepłych zim są aktywne cały rok. Szybsze jest też wtedy tempo ich rozwoju. 

My zaczynamy myśleć o nich w maju, głównie dlatego, że wtedy spędzamy dużo czasu na świeżym powietrzu, chodzimy na spacery, do lasu, na działki. Jednak one mogą być aktywne cały rok. 

Czy wczesną wiosną możemy paść ofiarą kleszcza?

- Tak, będą to najczęściej larwy dopiero co wyklute z jaj złożonych jesienią i tzw. nimfy. To są dwa mniejsze stadia rozwoju kleszcza, trudno zauważalne na skórze. Jeśli znajdziemy się w okolicy miejsca złożenia jaj, możemy paść ofiarą nawet kilkunastu larw, które po wykluciu rozchodzą się w promieniu kilku metrów. Są bardzo małe, mają około pół milimetra. Wyglądają jak kropka narysowana długopisem. Larwy, podobnie jak dojrzałe kleszcze, muszą pić krew. Dlatego szukają żywiciela. Larwa kleszcza - choć mniejsza od dorosłego osobnika - jest w stanie przebić ludzką skórę. Siadanie na trawie w miejscu, gdzie wylęgły się larwy, grozi atakiem. Przyczepiona do skóry człowieka larwa wygląda jak maleńki, jasny strupek, który odchyla się podważony paznokciem. Wokół niego może pojawić się zaczerwienienie lub blade obramowanie. U jednych większe, u innych mniejsze.

Czy larwa może zarazić nas groźną chorobą? 

- Zdecydowana większość badań dowodzi, że larwy nie przenoszą boreliozy. Zdarzały się pojedyncze doniesienia informujące o tym, że larwy miały w sobie ten patogen. Mogą przenosić babeszjozę. I choć kojarzy nam się ona głównie z chorobą psów, kilka gatunków Babesia może być groźnych dla człowieka, zwłaszcza z osłabioną odpornością. Larwa kleszcza, aby wysycić się krwią, potrzebuje około 3-5 dni. Najedzona odpada od skóry. Potem w ciemnym, wilgotnym miejscu zamienia się w „ośmionogą” nimfę. To metamorfoza taka jak u np. motyli, choć nie tak spektakularna.

Czy nimfy są groźne dla człowieka? 

- Tak, nimfa jest tym stadium kleszcza, które najczęściej pasożytuje na ludziach. Więc można powiedzieć, że jest najbardziej groźna. Nimfa kleszcza jest większa od larwy. Ma półtora milimetra i brązowo-czarny kolor. Aby stać się dorosłym osobnikiem, potrzebuje krwi. Poluje na ofiarę na źdźbłach trawy. Bez jedzenia jest w stanie przeżyć kilka dni. Kiedy trafi na człowieka, szuka miejsca z cienką skórą, np. pachy, pachwiny zgięcia kolan, bo łatwiej ją przeciąć chelicerami, czyli pierwszą parą odnóży głowowych, które są chwytnymi narządami gębowymi u części pajęczaków. Potem wbija się swoim ryjkiem w nasze ciało. 

Nimfy kleszczy przenoszą choroby groźne dla ludzi i są najczęstszym źródłem zakażenia. Najedzona nimfa powiększa swój rozmiar z około półtora milimetra nawet do trzech milimetrów. Przytwierdzona wygląda na ciele jak mały, ciemny groszek. Nimfę usuwa się podobnie jak dorosłego osobnika, używając do tego pęsety. 

Gdzie jest największe prawdopodobieństwo spotkania kleszcza? 

- Niestety, są już blisko nas, w miejskich parkach i na innych terenach zielonych, gdzie mieszkają ludzie. Wbrew niektórym przesądom kleszcze nie siedzą na drzewach. Mają krótkie nóżki, nie skaczą i nie latają. Są w stanie wspiąć się najwyżej na wysokość jednego metra. Najczęściej siedzą na trawach, krzakach, jagodach. Jeśli pokonują duże odległości, to na swoich żywicielach - zwierzętach, ptakach, ludziach. Stwierdzono nawet, że kleszcze z Afryki dotarły do Europy wbite w skórę ptaków. I dlatego, choć najczęściej jesteśmy ofiarami kleszcza pospolitego, czasem łąkowego, od kilku lat notujemy znów w Polsce kleszcze wędrowne, zwane też afrykańskimi, które są większe, mają zupełnie inne zwyczaje i przenoszą choroby, o których wciąż mało wiemy.

Jak atakuje kleszcz?

- Czeka cierpliwie wśród roślin i kiedy pojawia się ofiara, spada na nią. U ludzi najczęściej ląduje na łydkach lub kostkach. Potem wędruje po ciele, szukając miejsc ciepłych i wilgotnych, gdzie skóra jest najcieńsza. Jego ryjek jest krótszy niż u komara, więc musi znaleźć okolice, gdzie może przebić skórę. Ucztuje pod pachami, w pachwinach, w zgięciach kolanowych lub łokciowych, w pępku, u dzieci na głowie, za uszami. Jego ślina znieczula, więc nawet nie wiemy, że jesteśmy ofiarą ataku.  

Aparat gębowy tego pajęczaka to dopracowany mechanizm. Haczykowata budowa ryjka pomaga wbić się w skórę tak mocno, że trudno się go pozbyć. Kleszcz rozrywa skórę i z własnej śliny tworzy rynienkę, którą ssie krew. Wtedy też zakaża. Karmiąc się krwią, powiększa się wielokrotnie, osiągając nawet rozmiar wiśni. Jeden osobnik może zarazić człowieka kilkoma chorobami, w tym najgroźniejszą z nich - kleszczowym zapaleniem mózgu. Szacuje się, że około 3-15% kleszczy może być zakażonych tym wirusem, choć odsetek ten jest różny w zależności od miejsca ich występowania.

Czy w przypadku ukłucia przez kleszcza należy udać się do lekarza? 

- Nie ma takiej potrzeby. Można naprawdę bezpiecznie pozbyć się go samemu.  

Jak usunąć samodzielnie kleszcza?

- Najlepiej pęsetą, tak jakbyśmy wyrywali włosek. Należy chwycić pęsetą pajęczaka jak najbliżej skóry za ciemniejszą i twardszą część, a potem mocno pociągnąć. Następnie przetrzeć to miejsce środkiem dezynfekującym. Nie wolno robić tego przed usunięciem kleszcza. Nie należy też smarować wbitego w skórę kleszcza kremem czy – jak ostatnio gdzieś przeczytałam - tłuszczem kokosowym. Widziałam też informację, że jak się posmaruje go olejkiem miętowym, to sam odpadnie. To prawda, odpadnie, bo zacznie się dusić, ale wcześniej zwymiotuje i w ten sposób może nas zarazić. Po usunięciu kleszcza obserwujemy miejsce, gdzie nas ukuł. Jeśli pojawi się rumień, trzeba skonsultować to z lekarzem.

Również gorączka i objawy grypopochodne mogą być symptomem choroby odkleszczowej. 

Jakie wirusy mogą przenosić kleszcze?

- Przede wszystkim wirusa powodującego kleszczowe zapalenie mózgu. A takie zapalenie mózgu bywa, niestety, śmiertelne. 

Czy powinniśmy się bać wirusa kleszczowego zapalenia mózgu? Jak zakażenie przebiega?

- To groźna choroba. 

Choroba zaczyna się nagle od 4 do 28 dni po ugryzieniu przez zarażonego kleszcza. Przebiega w dwóch fazach. Pierwsza objawia się bólami głowy, mięśni i stawów, gorączką sięgającą do 38⁰C, nudnościami, wymiotami i biegunką. Czasem towarzyszy temu zapalenie górnych dróg oddechowych. U większości chorych dochodzi do samoistnego wyleczenia. Jednak u części po około ośmiu dniach wyraźnej poprawy rozwija się druga faza choroby - neurologiczna. Pojawia się sztywność karku, gorączka do 40⁰C, bóle głowy, mięśni i stawów, wymioty. Osoby z osłabioną odpornością, leczone sterydami lub lekami immunosupresyjnymi mogą nie przeżyć kleszczowego zapalenia mózgu. Jak wspomniałam, nie ma leku na tę chorobę. Stosuje się jedynie środki łagodzące objawy.

Jakie następstwa może mieć kleszczowe zapalenie mózgu?

- Mogą to być zaburzenia świadomości, trudności z koncentracją, utrata zdolności czytania czy liczenia. Wielu chorych ma niedowłady nóg lub rąk, porażenia nerwów jak po udarze. Takie następstwa u dzieci mogą wpłynąć na ich dalszy rozwój, rujnując im życie. 

Jak się zabezpieczyć?

- Przed kleszczowym zapaleniem mózgu chroni bardzo dobrze przebadana szczepionka. Niestety, w Polsce nierefundowana. Obowiązkowe szczepienia mają leśnicy. Ja też się szczepię, ponieważ zajmuję się badaniami kleszczy. W Austrii jest ona w kalendarzu szczepień obowiązkowych. U nas musimy sami zapłacić. Ale warto. Szczepionkę podaje się w trzech dawkach, a następnie co trzy lub pięć lat dawkę przypominającą. To najskuteczniejsza ochrona przed tą chorobą.

Pamiętajmy też, aby do lasu chodzić w długich spodniach i krytych butach, a po powrocie wziąć prysznic i dokładnie obejrzeć całe ciało. 

Jaka jest różnica między boreliozą i kleszczowym zapaleniem mózgu?

- Na boreliozę mamy skuteczne leki i możemy ją wyleczyć. Na kleszczowe zapalenie mózgu leku nie ma. Poza tym, aby kleszcz zaraził nas boreliozą. potrzebuje więcej czasu, około 24 do 48 godzin. Tymczasem wystarczy kilkanaście minut obecności kleszcza na naszym ciele, aby doszło do zakażenia kleszczowym zapaleniem mózgu, nawet jeśli go usuniemy. Dzieje się tak, bo wirusy wywołujące tę chorobę są w jego ślinie, którą wydziela, aby znieczulić ofiarę i zapobiec krzepnięciu krwi. 

Kiedy można się zaszczepić na kleszczowe zapalenie mózgu?

- Cały rok. Kiedyś sugerowano, aby robić to przed sezonem letnim, ale obecnie coraz częściej kleszcze są z nami cały rok, więc nie ma to znaczenia. Pamiętajmy, że odporność nabywamy już po drugiej dawce podanej w odstępie około miesiąca od pierwszej. Warto to wziąć pod uwagę, planując wypady w plener. Trzecią dawkę utrwalającą przyjmuje się od 5 do 12 miesięcy później. Dawki przypominające przyjmujemy co trzy lub pięć lat.

Rozmawiała Halina Pilonis